WIG20 co prawda stopniowo wspina się w górę, ale wczorajsza korekta sugeruje, że nie należy oczekiwać szybkiej zwyżki. Środowe wybicie z krótkoterminowej formacji chorągiewki nie przyniosło trwalszego impulsu wzrostowego. Indeks blue chips nie zdołał nawet wyraźnie oddalić się od październikowego szczytu (2565 pkt).

Faktem jest, że utrzymuje się trend wzrostowy, a więc nie ma powodów do realizacji zysków. Nad pokusą sprzedaży akcji może jeszcze wygrać wiara w efekt świętego Mikołaja. Można jedynie spekulować, że przesilenie się co prawda zbliża, ale do tego czasu prawdopodobna jest kontynuacja zwyżki. Jednym z sygnałów ostrzegawczych są negatywne dywergencje MACD. Wskaźnik znajduje się znacznie poniżej październikowego szczytu, mimo że WIG20 pokonał analogiczne maksimum. Poza tym negatywne dywergencje wykazuje też histogram MACD. Ostatni jego szczyt jest położony wyraźnie poniżej maksimum z początku listopada.

Dość niepokojącym zjawiskiem jest względna słabość WIG20 względem amerykańskiego S&P 500. Wykres siły relatywnej - podobnie jak MACD - nie powrócił do październikowego szczytu. Wskaźnik ten okazał się bardzo pomocny w kwietniu 2004 r., kiedy pozwolił przewidzieć załamanie średnioterminowego trendu wzrostowego. WIG20 zaczął opadać niemal dokładnie w tym momencie, kiedy wykres siły relatywnej względem S&P 500 dotarł do szczytu z początku września 2003 r.

Wszystko to są jednak tylko sygnały ostrzegawcze. W obecnej sytuacji poważniejsze powody do obaw pojawią się w momencie, gdy WIG20 spadnie poniżej grudniowego dołka (2547 pkt). Znajduje się on zaledwie 1,4% poniżej wczorajszego zamknięcia, tak więc w razie wzrostu zmienności przebicie wsparcia może być kwestią jednej sesji. Na razie zmienność stopniowo maleje. Od początku listopada wskaźnik ATR z 14 sesji spadł z blisko 50 pkt do 35 pkt. Od początku hossy takie fale spadkowe ATR zdarzyły się już kilka razy, ale jeszcze nigdy nie towarzyszył im wzrost WIG20. Zazwyczaj zmienność szybko malała wraz ze spadkiem indeksu. To może być kolejny sygnał ostrzegawczy.