Reklama

...zmian niewiele

Do rangi najważniejszego wydarzenia, przynajmniej w mediach, ostatniego tygodnia urosła zmiana treści komunikatu po posiedzeniu Fed. Na rynkach finansowych nie wywołało to jednak większego poruszenia. S&P 500 zyskał od poprzedniego piątku niecałe 1,2%, rentowność amerykańskich 10-latek obniżyła się o 10 pkt bazowych, do 4,44%, a dolar stracił do euro 1,6%.

Publikacja: 17.12.2005 07:42

W bardzo ograniczonym stopniu podniosły się też ceny akcji z sektora finansowego, który jest najbardziej wrażliwy na zmiany stóp procentowych. Indeks S&P 500 Financials zyskał przez ostatni tydzień nieco ponad 1%. To wszystko pokazuje, że inwestorzy ze sporą rezerwą przyjęli usunięcie z treści komunikatu po posiedzeniu Fed stwierdzenia o akomodacyjnym, czyli wspierającym gospodarkę, charakterze polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Natomiast wyraźna deprecjacja dolara była spowodowana innymi czynnikami - głównie kolejnym rekordowym deficytem handlowym oraz względami związanymi z analizą techniczną. To wszystko przekonuje, że na dyskusję o zakończeniu cyklu podwyżek stóp w USA jest jeszcze za wcześnie.

Mocny sektor finansowy

Ograniczona reakcja firm z branży finansowej może być pochodną tego, że w poprzednich tygodniach sektor wyraźnie zyskał na wartości. W obecnym kwartale jest motorem napędowym wzrostu amerykańskiej giełdy. Od końca września poszedł w górę o ponad 8%, gdy S&P 500 zyskał niecałe 3,5%, a druga po sektorze finansowym pod względem wagi w indeksie branża technologiczna wzrosła 4,4%. W kontekście rozwoju zdarzeń na amerykańskiej giełdzie powstaje pytanie o przyczyny tak dobrych notowań spółek finansowych. Czy było to związane z fundamentalnymi przesłankami i oczekiwaniami na nadejście lepszych czasów dla branży czy też wynikało jedynie z faktu, że amerykański sektor finansowy od jesieni 2004 r. zaczął wyraźnie odstawać od zachowania globalnego indeksu branży. O ile S&P 500-Financials w pierwszej połowie października tego roku miał prawie taką samą wartość, jak na początku 2004 r., to S&P Global 1200-Financials, obrazujący notowania największych światowych firm z sektora finansowego, był 12% wyżej. Teraz pierwszy wskaźnik rośnie w porównaniu z początkiem 2004 r. o 13%, a drugi prawie o jedną czwartą.

Słabsze zachowanie amerykańskich spółek finansowych wynikało z tego, że od II kwartału 2004 r. ich zyski zwiększały się w znacznie mniejszym tempie niż w przypadku całego rynku. Dla porównania, w III kwartale tego roku w porównaniu z II kwartałem 2005 r. dla branży było to 0,4%, dla rynku 2,9% (dla zysków za 4 kolejne kwartały). W II kwartale tego roku odpowiednio 1,6% oraz 3,5%, w I kwartale 2,3% i 3,1%. Można przyjąć, że w ostatnich trzech miesiącach roku ani w początkach przyszłego niewiele się w tym względzie zmieni. Stopy jeszcze wzrosną, co będzie sprzyjać utrzymaniu niekorzystnych proporcji pomiędzy kosztem krótkoterminowego pieniądza, którym finansują się banki i długoterminowego, stanowiącego podstawę oprocentowania kredytów. Wciąż też wisi w powietrzu groźba schłodzenia rynku nieruchomości, który odpowiada za zdecydowaną większość zaciąganych przez gospodarstwa domowe kredytów.

Równocześnie kiedy na świecie podnoszenie kosztów pieniądza zaczyna przybierać coraz powszechniejszą formę (ostatnio stopy podniosły się m.in. w Eurolandzie i Szwajcarii), powstaje pytanie o możliwość podtrzymania korzystnej tendencji w gronie globalnych spółek finansowych. Wobec tego istnieje obawa (zwłaszcza jeśli u podłoża wzrostu w tym kwartale S&P 500-Financials stał wzrost globalnego indeksu sektorowego) że koniunktura w branży ulegnie schłodzeniu.

Reklama
Reklama

S&P 500

zgodnie ze schematem

Główny indeks amerykańskiego rynku S&P 500 zachowuje się zgodnie ze schematem z ostatnich dwóch lat. Przełamanie wcześniejszego szczytu hossy przynosi konsolidację na rynku. Trwa ona już od trzech tygodni. Nie zmienia to faktu, że dopóki notowania znajdują się ponad 1245 pkt, czyli sierpniowym szczytem, w korzystniejszym położeniu są posiadacze akcji. Nie wydaje się jednak, by kolejne dni mogły przynieść jakąś wyraźną zwyżkę. Jeśli do niej dojdzie, raczej będzie to "dreptanie" w górę. Celem byłoby wtedy 1300 pkt.W ostatnich tygodniach zadyszki dostały europejskie blue chips. Indeks 50 największych firm ze Starego Kontynentu - DJ Stoxx 50 - wciąż balansuje na wysokości październikowego maksimum. Większość giełd zdołała pokonać ustanowiony ponad dwa miesiące temu szczyt, ale są też takie (Włochy i Hiszpania), którym jeszcze do tego sporo brakuje. Londyn wciąż zmaga się z tą barierą. Z punktu widzenia naszego regionu, istotne znaczenie ma zachowanie austriackiego ATX-a. Węgierski BUX i czeski PX wykazywały przez ostatnie lata wyraźną korelację z tym indeksem. Od początku 2003 r. wszystkie wzrosły mniej więcej trzykrotnie. Uzasadnieniem jest tutaj duży wpływ na wyniki austriackich firm działalności w nowych krajach członkowskich UE. W tym kontekście warto odnotować pierwszą, w czasie trzyletniej hossy, negatywną dywergencję na tygodniowym MACD, jaka powstała na wykresie ATX-a. Przestrzega przed tym, że zapoczątkowana półtora miesiąca temu zwyżka może mieć znacznie mniejsze rozmiary i trwać krócej niż wcześniejsze fale wzrostowe. W tym wypadku kluczowym poziomem jest poprzednia górka przy 3504 pkt. Teraz indeks ma 70 pkt więcej. Spadek poniżej wsparcia pozwalałby oczekiwać nie wyhamowania tempa ruchu w górę, ale mógłby się stać zapowiedzią trwalszego i mocniejszego przesilenia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama