W bardzo ograniczonym stopniu podniosły się też ceny akcji z sektora finansowego, który jest najbardziej wrażliwy na zmiany stóp procentowych. Indeks S&P 500 Financials zyskał przez ostatni tydzień nieco ponad 1%. To wszystko pokazuje, że inwestorzy ze sporą rezerwą przyjęli usunięcie z treści komunikatu po posiedzeniu Fed stwierdzenia o akomodacyjnym, czyli wspierającym gospodarkę, charakterze polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Natomiast wyraźna deprecjacja dolara była spowodowana innymi czynnikami - głównie kolejnym rekordowym deficytem handlowym oraz względami związanymi z analizą techniczną. To wszystko przekonuje, że na dyskusję o zakończeniu cyklu podwyżek stóp w USA jest jeszcze za wcześnie.
Mocny sektor finansowy
Ograniczona reakcja firm z branży finansowej może być pochodną tego, że w poprzednich tygodniach sektor wyraźnie zyskał na wartości. W obecnym kwartale jest motorem napędowym wzrostu amerykańskiej giełdy. Od końca września poszedł w górę o ponad 8%, gdy S&P 500 zyskał niecałe 3,5%, a druga po sektorze finansowym pod względem wagi w indeksie branża technologiczna wzrosła 4,4%. W kontekście rozwoju zdarzeń na amerykańskiej giełdzie powstaje pytanie o przyczyny tak dobrych notowań spółek finansowych. Czy było to związane z fundamentalnymi przesłankami i oczekiwaniami na nadejście lepszych czasów dla branży czy też wynikało jedynie z faktu, że amerykański sektor finansowy od jesieni 2004 r. zaczął wyraźnie odstawać od zachowania globalnego indeksu branży. O ile S&P 500-Financials w pierwszej połowie października tego roku miał prawie taką samą wartość, jak na początku 2004 r., to S&P Global 1200-Financials, obrazujący notowania największych światowych firm z sektora finansowego, był 12% wyżej. Teraz pierwszy wskaźnik rośnie w porównaniu z początkiem 2004 r. o 13%, a drugi prawie o jedną czwartą.
Słabsze zachowanie amerykańskich spółek finansowych wynikało z tego, że od II kwartału 2004 r. ich zyski zwiększały się w znacznie mniejszym tempie niż w przypadku całego rynku. Dla porównania, w III kwartale tego roku w porównaniu z II kwartałem 2005 r. dla branży było to 0,4%, dla rynku 2,9% (dla zysków za 4 kolejne kwartały). W II kwartale tego roku odpowiednio 1,6% oraz 3,5%, w I kwartale 2,3% i 3,1%. Można przyjąć, że w ostatnich trzech miesiącach roku ani w początkach przyszłego niewiele się w tym względzie zmieni. Stopy jeszcze wzrosną, co będzie sprzyjać utrzymaniu niekorzystnych proporcji pomiędzy kosztem krótkoterminowego pieniądza, którym finansują się banki i długoterminowego, stanowiącego podstawę oprocentowania kredytów. Wciąż też wisi w powietrzu groźba schłodzenia rynku nieruchomości, który odpowiada za zdecydowaną większość zaciąganych przez gospodarstwa domowe kredytów.
Równocześnie kiedy na świecie podnoszenie kosztów pieniądza zaczyna przybierać coraz powszechniejszą formę (ostatnio stopy podniosły się m.in. w Eurolandzie i Szwajcarii), powstaje pytanie o możliwość podtrzymania korzystnej tendencji w gronie globalnych spółek finansowych. Wobec tego istnieje obawa (zwłaszcza jeśli u podłoża wzrostu w tym kwartale S&P 500-Financials stał wzrost globalnego indeksu sektorowego) że koniunktura w branży ulegnie schłodzeniu.