Reklama

"Złota żyła" windykatorów?

Czy fundusze sekurytyzacyjne mają szanse stać się "żyłą złota"? - Nie, bo nigdy nią nie miały być - uważają przedstawiciele firm windykacyjnych. Mają natomiast szansę stać się antidotum na złe i nielogiczne przepisy podatkowe. Czy staną się nim, przekonamy się być może już w przyszłym roku.

Publikacja: 19.12.2005 09:08

- Fundusze sekurytyzacyjne miały być elementem rynku kapitałowego, który, jak każdy inny, pozwoli zarobić inwestorom - tłumaczy Piotr Krupa, prezes Kruka, firmy, która jest współzałożycielem jednego z czterech zarejestrowanych już funduszy tego typu. Nigdy nie miały natomiast być "żyłą złota" - dodaje.

- "Żyła złota" to w kontekście funduszy sekurytyzacyjnych nietrafione określenie - twierdzi również Krzysztof Borusowski, prezes firmy Best, która zakładała inny FS. - Sugeruje łatwe pieniądze, a na tym rynku już dawno łatwych pieniędzy nie ma - wyjaśnia.

Tytułowego określenia unika również Anna Tłuściak, wiceprezes odpowiedzialna za windykację należności w firmie Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem: - Fundusze sekurytyzacyjne mogą okazać się dobrym rozwiązaniem dla firm, które skupują pakiety wierzytelności konsumenckich - deklaruje. Dodaje też, że jej firma, która specjalizuje się w obsłudze sektora B2B, nie planuje tworzenia lub współtworzenia takiego funduszu.

Powściągliwie o "żyle złota" wypowiada się również Wojciech Andrzejewski, prezes P.R.E.S.C.O. Według niego, na razie nie sposób przewidzieć, czy fundusze przybiorą ów szlachetny odcień.

Jeśli nie "żyła złota"...

Reklama
Reklama

Czym w takim razie miały być FS w zamierzeniu pomysłodawcy? - Antidotum na złe i nielogiczne przepisy podatkowe, które nie tylko powodowały, że sekurytyzacja była niemożliwa z punktu widzenia podatkowego, ale dodatkowo sprzedaż wierzytelności była też nieopłacalna z punktu widzenia biznesowego - mówi Piotr Krupa. I dodaje, że wcześniej banki ponosiły ewidentną stratę na transakcjach sprzedaży swoich wierzytelności.

- Pewne jest, że FS odegrają szczególną rolę w dalszym rozwoju rynku windykacyjnego - doprecyzowuje prezes P.R.E.S.C.O. Tę samą myśl kontynuuje Rafał Popławski z firmy Akcept. Jego zdaniem, nie ulega wątpliwości, że zamysłem prawodawcy, gdy uchwalał przepisy wprowadzające na nasz rynek instrumenty sekurytyzacyjne, było ożywienie wtórnego rynku wierzytelności.

Gdzie to ożywienie?

Od chwili wejścia w życie przepisów wprowadzających na polski rynek FS minęło już kilka miesięcy, ale ożywienia w tej dziedzinie nie widać. Zarejestrowano sądownie wszystkiego cztery fundusze, a ich dotychczasowa działalność sprowadziła się do zawarcia... jednej transakcji.

- Tempo rozwoju funduszy uzależnione jest od wielu czynników - tłumaczy Wojciech Andrzejewski. - O ile prawo dopuszcza funkcjonowanie specjalizowanych funduszy inwestycyjnych już od 2004 roku, to nałożone na nie ograniczenia inwestycyjne spowalniają ten proces - twierdzi szef P.R.E.S.C.O.

Dodaje, że również banki, jako adresaci funduszy, przy podejmowaniu decyzji opierają się na dokładnych i skrupulatnie przeprowadzanych analizach, które wymagają czasu. Następnym ważnym elementem, którego - w opinii Wojciecha Andrzejewskiego - nie wolno pominąć, jest konieczność poniesienia dużych nakładów inwestycyjnych, które przekraczają możliwości firm windykacyjnych i wymagają udziału poważnego kapitału. W dalszej kolejności wspomnieć należy o braku danych, które umożliwiają wykonanie analiz zyskowności.

Reklama
Reklama

- Niemrawe próby powoływania i uruchamiania stosownych zamkniętych funduszy inwestycyjnych wynikają m.in. z dużej ostrożności podmiotów angażujących w te przedsięwzięcia swój kapitał - twierdzi Rafał Popławski. - Często w rozmowach z partnerami, którzy gotowi są zaangażować swój kapitał w jakieś przedsięwzięcie, spędzamy wiele czasu nad symulacjami i analizami rynku. Stale przekonujemy się nawzajem, a raczej umacniamy w przekonaniu, że ten rynek jest przewidywalny, obliczalny i perspektywiczny - mówi reprezentant firmy Akcept. Według niego postawę, jaką zachowują w tej sytuacji inwestorzy, można skwitować twierdzeniem: "chciałbym, ale się boję".

Obawa przed kosztami

- Firmy nie mają doświadczenia w szacowaniu wszystkich kosztów związanych z sekurytyzacją, a zyskowność transakcji sekurytyzacyjnych jest wciąż niejasna - dodaje Tomasz Halabowsk- Część spółek obawia się, że sekurytyzacja spowoduje olbrzymi wzrost obrotów firmy, ale nie przełoży się na zysk lub wręcz może wygenerować stratę - tłumaczy.

Być może właśnie dlatego mały i średni biznes, jak mówi Rafał Popławski na podstawie swoich kontaktów z przedsiębiorcami, nie wykazuje żadnego zainteresowania tym segmentem rynku. Sekurytyzacja wydaje się interesująca właściwie tylko dla dużego kapitału, który "zgarnia" z rynku wierzytelności w dużych ilościach. - Gotowość banków na nawiązanie współpracy na szeroką skalę jest mała - dodaje przedstawiciel firmy Akcept. - Wiele do życzenia pozostawia wciąż uporządkowanie stanu kredytów. Głównie zaś weryfikacja prawidłowości i skuteczności prawnych zabezpieczeń stosowanych przez banki - zauważa Rafał Popławski.

Tomasz Halabowski z Cash Flow dodaje, że nie bez znaczenia są duże koszty związane ze spełnieniem wymagań KPWiG przy zakładaniu własnego funduszu inwestycyjnego. Z kolei pozyskanie odpowiednich partnerów, którzy wzięliby na siebie część wydatków finansowych, jest z kolei procesem czasochłonnym.

Także sam proces rejestracyjny może się wydłużyć. W przypadku Kruka, który jako pierwszy złożył do KPWiG wniosek o rejestrację funduszu sekurytyzacyjnego, procedura rejestracyjna trwała ponad 10 miesięcy. - Obecnie jesteśmy na etapie finalizacji procesu otrzymywania zezwolenia na pełnienie roli serwisera funduszu i trwa to również dłużej, niż się spodziewaliśmy - mówi prezes firmy Piotr Krupa.

Reklama
Reklama

Przecieranie

sekurytyzacyjnych scieżek

- Jednocześnie branża ma świadomość, że w dalszym ciągu są niedoróbki legislacyjne, które mogą wpłynąć na efektywność i zyskowność sekurytyzacji, np. wierzytelności bankowych - wylicza dalej przedstawiciel Cash Flow. - Najważniejsze dotyczą sekurytyzacyjnego tytułu egzekucyjnego - dodaje.

Krystian Konopka z Grupy Kapitałowej Południe-Zachód jest zdania, że aby FS mogły się rozwijać, ważne jest też to, by ryzyko inwestycji w FS było niskie. Firmy nie chcą po prostu inwestować w niesprawdzone fundusze, wolą zaczekać i przyglądać się przez jakiś czas temu z boku.

Dlatego polska branża windykacyjna z uwagą obserwuje teraz działalność istniejących już funduszy sekurytyzacyjnych. Pierwsze FS przecierają "sekurytyzacyjne ścieżki" w instytucjach, które nadzorują ten segment rynku. - Jest to nowość, dlatego wszyscy przyglądają się jej starannie, dopiero się jej uczą. Dlatego trwa to dłużej, niż wcześniej zakładano - tłumaczy szef Kruka. Dodaje, że po drugiej stronie są podmioty sprzedające, czyli wierzyciele bankowi, którzy już wiedzą, że proces sekurytyzacji jest skomplikowany i czasochłonny. Trzeba bowiem wybrać odpowiedni portfel, wyłonić doświadczonych doradców, zaprosić do rokowań poważnych partnerów, przeprowadzić due diligence - to wszystko trwa dłużej, niż wstępnie sądzono. Ponieważ chodzi o wydatkowanie bardzo wysokich kwot, transakcje te muszą zostać bardzo dobrze przygotowane. To oczywiście kolejny czynnik spowalniający.

Reklama
Reklama

Rok 2006 rokiem sekurytyzacji?

Doświadczenia pierwszych FS to swego rodzaju papierek lakmusowy opłacalności sekurytyzacji jako takiej oraz możliwość zebrania doświadczenia, które ułatwi przeprowadzanie ewentualnych transakcji w przyszłości. - Właśnie dlatego spodziewamy się stopniowego wzrostu liczby transakcji sekurytyzacyjnych w drugiej połowie 2006 roku - deklaruje rzecznik Cash Flow - firmy, która również chce mieć FS.Piotr Krupa jest zdania, że już w pierwszej połowie przyszłego roku sekurytyzacja w Polsce może ruszyć z kopyta. - Kilka transakcji zostanie sfinalizowanych już na początku roku, za nimi pójdą następne. Jestem optymistą i uważam, że procesy te będą przebiegać w pożądanym kierunku - twierdzi szef Kruka. Z optymizmem patrzy w przyszłość również Wojciech Andrzejewski: - Ważnym elementem przyspieszającym tworzenie funduszy będzie na pewno potencjał finansowy, który tylko w przypadku instytucji bankowych określa się na 23 mld zł - mówi. Nieco bardziej powściągliwie wypowiada się natomiast Anna Tłuściak, choć i ona spodziewa się w przyszłym roku zmian na rynku: - Patrząc z perspektywy firm obsługujących sektor wierzytelności konsumenckich, wydaje się, że polski rynek jest już przygotowany na tego typu fundusze. Trudno jednak na tym etapie prognozować, czy i jak dynamiczny będzie ich rozwój - mówi wiceprezes firmy Euler Hermes.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie

Polkomtel miał prawo przekazać firmie P.R.E.S.C.O., zajmującej się skupem długów, dane osobowe klienta, którego wierzytelność sprzedał

11 tys.- tylu lokatorów mieszkań komunalnych

Reklama
Reklama

w Warszawie zalega z opłatami czynszowymi

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama