Od kilku tygodni rynek mozolnie pnie się, ustanawiając co prawda kolejne maksima, ale czyniąc to z coraz większym trudem i coraz mniejszą dynamiką. Wobec zaniku aktywności inwestorów zagranicznych (zajętych już podliczaniem rocznych stóp zwrotu oraz swoich premii...) prym wiodą inwestorzy lokalni. Szczególną aktywność przypisać należy niektórym funduszom inwestycyjnym, pozyskującym ostatnio wielu klientów. Z tego względu (rynek nie jest "szeroki", jeśli chodzi o spektrum kupujących) początek przyszłego roku wydaje mi się teraz raczej mało przewidywalny. Dużo zależeć będzie od ewentualnej kontynuacji napływu nowych środków do funduszy inwestujących w naszym regionie. W tym momencie wydaje się ona prawdopodobna; warto jednak mieć na uwadze, że 10-procentowy spadek cen akcji może wywołać wycofywanie kapitału z funduszy i - w konsekwencji - dalszy spadek cen. Tak więc z dużą pewnością można powiedzieć, że styczeń nie będzie na rynkach taki spokojny jak grudzień...
Patrząc wstecz, i oceniając mijający rok, trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż był on o wiele lepszy, niż spodziewała się zdecydowana większość uczestników rynku. Oczekiwana na początku stopa zwrotu z inwestycji w akcje (najczęściej wspominano wtedy 10-15%) została przekroczona, i to z ogromną nawiązką, a ceny akcji niektórych blue chipów wręcz się podwoiły - głównie mam na myśli spółki surowcowe. Warunki, w których spółki te będą funkcjonować w przyszłym roku nie będą jednak aż tak dobre; niewiele wskazuje na osłabienie złotego, co mogłoby poprawić sytuację eksporterów. Trzeba też pamiętać, że od trzech lat nie mieliśmy korekty większej niż kilkunastoprocentowa... Na tę chwilę wydaje się więc, że lista zagrożeń dla koniunktury w 2006 roku jest dość pokaźna.
Zwróć uwagę:
sektor IT - duża jego część już rośnie, ale nie wszystkie spółki. Przyspieszenie przetargów daje nadzieję na duże przychody z sektora publicznego w następnych dwóch latach.
Unikaj: