Miesiąc temu podawałem saldo prognozy popytu na akcje, obliczane przy okazji Pengabu. Od dawna uważam, że jest to na polskim rynku najlepszy (nie znaczy, że doskonały) wskaźnik nastrojów. Przypomnijmy, że saldo prognozy popytu na akcje bardzo wyraźnie wtedy spadło. Wzrostu popytu na akcje spodziewało się w listopadzie 24% ankietowanych z 200 placówek bankowych, a spadku 9%. Reszta nie przewidywała zmian. Saldo prognozy spadło więc do 15 pkt. Miesiąc wcześniej było 30 pkt, a we wrześniu aż 39 pkt. To wyraźny spadek optymizmu i ostatnie tak niskie wartości notowaliśmy w lipcu i sierpniu 2004 roku, gdy po długiej i mocnej hossie wszyscy widzieli już tylko głęboki spadek. Potem sierpień i wrzesień (2004 r.) przyniosły kolejną falę wzrostową indeksów. Zakończyła się ona skokiem salda prognozy z 12 pkt do 35 pkt we wrześniu, a potem do rekordowych 69 pkt. w październiku. Oczywiście, silny wpływ na to miała oferta PKO BP. Wyraźnie jednak zmiana nastrojów ze sporego pesymizmu na optymizm zatrzymała (tylko zatrzymała) wzrosty i kolejne szczyty notowaliśmy dopiero pod koniec roku.

Po tych doświadczeniach należy dość uważnie śledzić zmianę obecnych nastrojów. Zresztą w zeszłym miesiącu wyraźnie pesymistyczny odczyt salda prognozy popytu na akcje wskazał również słuszny kierunek i WIG20 jest ponad 150 pkt wyżej niż w dniu listopadowej publikacji Pengabu. Ankieta za grudzień pokazuje, że saldo prognozy popytu na akcje wzrosło z 15 pkt do 27 pkt. Historycznie patrząc taki skok nie jest sygnałem zbyt silnego optymizmu. Po pierwsze, zbyt mało wyraźna to zmiana, a po drugie, średnia za ostatnie 12 miesięcy wynosi nieco ponad 30 pkt. Ta ankieta pokazuje, że nie jesteśmy jeszcze w punkcie przesilenia, choć należy podkreślić, że to tylko jedno z narzędzi, a nie święty Gral.