Ustawa o PPP, uchwalona przez Sejm w lipcu 2005 r., miała zachęcić instytucje publiczne do tej formy inwestowania. Umowa między firmą prywatną a podmiotem publicznym pozwala w teorii na lepsze rozłożenie obciążeń finansowych ponoszonych przez samorząd czy urząd centralny. To parter prywatny szuka bowiem pieniędzy na inwestycje, dopiero potem dostaje wynagrodzenie za eksploatację danego dobra (drogi, mostu, szpitala, więzienia, połączenia kolejowego).

Konsultanci PwC oceniają, że zainteresowanie rynkiem polskim jest olbrzymie. - Podmioty, które specjalizują się w takich przedsięwzięciach, zdają sobie sprawę z braków w infrastrukturze - przyznaje Agnieszka Gajewska-Jedwabny, menedżer w dziale doradztwa finansowego firmy. Mimo to zastosowanie PPP jest jak dotąd niewielkie. Według PwC, wśród rządzących pokutują znane mity, że jest to droższe rozwiązanie i daje nieproporcjonalnie duże zyski wykonawcom prywatnym. Do tego dochodzą formalne trudności z przygotowaniem dobrej umowy.

Są jednak i inne powody. - Wiele urzędów ma wątpliwości, czy stosując PPP, nie przekroczą limitów zadłużenia - tłumaczy A. Gajewska-Jedwabny. Okazuje się, że samorządy nie wiedzą, czy koszty projektu (ponoszone na początku przez inwestora prywatnego) wlicza się do długu gminy czy powiatu. Uniknięcie dalszego zadłużania (ustawa o finansach publicznych ustanawia nieprzekraczalne limity) byłoby zaś dla wielu jednostek jedną z podstawowych zalet PPP.

Pytany o to rząd wskazuje na zasady unijnej metodologii ESA 95. Stanowi ona, że koszt projektu partnerstwa nie wlicza się do długu, jeżeli podmiot prywatny ponosi ryzyko związane z budową i jednocześnie ryzyko popytu (np. ruch na drodze) lub ryzyko utrzymania obiektu. To bardzo ogólne reguły. Samorządy mają wątpliwości, czy i jak je stosować.