Ze względu na poziom zobowiązań i aktywów firmy analitycy zaliczyli bankructwo Calpine do dziesiątki największych w historii amerykańskiego rynku kapitałowego.
Złożenie wniosku do nowojorskiego sądu upadłościowego poprzedziło zwolnienie z pracy całego zarządu, któremu przez trzy miesiące nie udało się przekonać obligatariuszy spółki do wyrażenia zgody na kupienie paliwa za przychody pozyskane ze sprzedaży aktywów.
Calpine ratowała się jak mogła. W ub.r. spółka była największym emitentem obligacji śmieciowych. W minionej dekadzie Calpine zbudowała ponad 90 siłowni opalanych gazem ziemnym. Wtedy cena tego paliwa wynosiła na nowojorskiej giełdzie 2 USD za milion brytyjskich jednostek cieplnych (btu), a teraz za taką samą ilość gazu płaci się prawie 8 razy więcej - 15,78 USD.
Pierwszym ciosem dla Calpine było bankructwo Enronu w 2001 r. - wtedy czołowego dystrybutora energii elektrycznej w USA. Jego upadłość spowodowały oszustwa w księgowości, w związku z czym zaostrzono kryteria przyznawania kredytów spółkom z całej branży, również producentom energii. Spadły też na jakiś czas obroty na tym rynku, co również naraziło na straty dostawców.
Wniosek o upadłość Calpine złożono w niecały tydzień po objęciu stanowiska prezesa spółki przez Roberta P. Maya, uchodzącego za eksperta od wydobywania firm z tarapatów. Zasłynął przede wszystkim wyciągnięciem z bankructwa HealthSouth. Siłownie należące do Calpine w 21 stanach USA i trzech prowincjach Kanady produkują 26 tys. megawatów energii elektrycznej, co pokrywa zapotrzebowanie 22 mln przeciętnych amerykańskich gospodarstw domowych. W ośmiu z minionych 11 kwartałów spół-ka miała straty, spowodowane przede wszystkim wysokimi cenami gazu ziemnego, ale także rosnącymi kosztami kredytów i obsługi zadłużenia. Teraz Calpine ma półtora roku na przedstawienie wiarygodnego programu naprawczego. Reorganizacja firmy trwa już od pewnego czasu.