Po bardzo niemiłej niespodziance związanej z poziomem wzrostu gospodarczego w I kwartale mogliśmy obserwować umiarkowaną, ale jednak, poprawę w kolejnych dwóch kwartałach. Opublikowane już dane za październik i częściowo za listopad wskazują, że trend ten zostanie utrzymany także w końcu roku. Można oczekiwać, że tempo rozwoju gospodarczego przyspieszy w tym okresie do około 4,5-4,6%. To z kolei będzie oznaczać około 3,4% wzrost w całym 2005 roku. Jest to z jednej strony wynik dużo niższy od oczekiwanego przez ekonomistów chociażby w okresie styczeń-marzec (prognozy wahały się wówczas średnio między 4,9 a 4,5%). Z drugiej zaś, nieco lepszy od oczekiwanego jeszcze nie tak dawno, tj. tuż przed publikacją danych za III kwartał prognozy między 3,2 a 3,3%).
Nie sprawdziły się szacunki dotyczące "przejęcia prymu" przez popyt krajowy w 2005 roku w rozwoju polskiej gospodarki. Siłą wiodącą nadal pozostaje eksport - z wkładem we wzrost gospodarczy rzędu niewiele poniżej 4 pkt proc. w drugim kwartale tego roku - i gdyby nie on, statystyki dotyczące dynamiki PKB byłyby znacznie gorsze. Okazało się, że eksportu nie osłabił nawet niekorzystny (z punktu widzenia eksporterów) kurs walutowy. Wydaje się, że z praktycznego punktu widzenia sytuację można wytłumaczyć dość prosto. Przystąpienie Polski do UE w ubiegłym roku otworzyło jej nowe rynki zbytu. Dla wielu krajów Polska jako nowy członek Unii stała się wiarygodniejsza. Polskim producentom po 1 maja 2004 roku było zatem nieco łatwiej znaleźć nowych kontrahentów. Ale tylko nieco łatwiej. Trzeba bowiem zaznaczyć, że w dobie ogólnego spowolnienia gospodarczego na pewno nie było to proste. A zatem nawet gdy kurs walutowy zaczął być dla eksporterów mniej atrakcyjny, postanowili oni na nowo zdobytych rynkach utrzymywać się w myśl zasady "jutro będzie lepiej". Nawet jeśli zaczęli ponosić straty, mogli wierzyć, że w krótkim okresie sytuacja kursowa może się dla nich znowu poprawić, a w długim okresie - jeśli tylko wzrost gospodarczy w krajach odbiorców zacznie przyspieszać - zapotrzebowanie na ich towary wzrośnie.
Powyższe analizy pozwalają sądzić, że jeszcze długo wkład eksportu we wzrost polskiego PKB będzie znaczący. Jednocześnie można oczekiwać, że przyspieszy import, a to zaowocuje niższą niż do tej pory obserwowano kontrybucją salda wymiany handlowej na rzecz wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, coraz większym wkładem we wzrost PKB powinien zacząć charakteryzować się popyt wewnętrzny. To możliwe będzie przede wszystkim dzięki szybszemu wzrostowi spożycia indywidualnego sektora gospodarstw domowych oraz dzięki dalszemu przyspieszaniu procesów inwestycyjnych w gospodarce.
W odniesieniu do pierwszej z wymienionych kategorii będziemy mieć w 2006 roku kilka czynników, które powinny pozytywnie wpłynąć na wydatki konsumpcyjne ludności. Będą to z jednej strony wyższe wynagrodzenia (od 1 stycznia - jeśli uchwalona zostanie przez Sejm autopoprawka do ustawy budżetowej na 2006 rok - wzrosną wynagrodzenia w tzw. sferze budżetowej), z drugiej zaś waloryzacja emerytur i rent (również przewidziana w ustawie budżetowej na 2006 rok). Wzrost spożycia indywidualnego w 2006 roku powinien przyspieszyć do około 3,6%. Wzrosnąć powinny także w przyszłym roku nakłady brutto na środki trwałe. Największej ich zwyżki można oczekiwać w sektorze przedsiębiorstw, który dysponuje dość potężnymi oszczędnościami ulokowanymi w bankach. Z kolei - jeśli wierzyć zapewnieniom rządu - znacznie powinny być uproszczone procedury przyznawania w 2006 roku przedsiębiorcom środków z funduszy strukturalnych UE. Owoce również powinny być widoczne.
Chęć pozyskania pieniędzy unijnych jest bowiem coraz większa. Zgodnie z danymi resortu gospodarki na 30 września, zainteresowanie wynosiło 600% przydzielonej Polsce kwoty na cały okres programowania, natomiast procent środków wydatkowanych nie osiągnął nawet poziomu dwucyfrowego. Nie mniej ważne w kwestii inwestycji pozostaną w przyszłym roku działania samorządów terytorialnych. Pozyskują środki unijne mimo wszystko sprawniej niż przedsiębiorcy. Tym ostatnim zresztą najczęściej nie z ich winy.