Trwający na GPW trend wzrostowy w połączeniu z ostatnią wyraźną demonstracją zamiarów rodzimych funduszy (window dressing) po raz kolejny sprawił, że polskie indeksy były najsilniejsze w całej Europie. Mimo śmiesznie niskich obrotów i skoncentrowaniu uwagi inwestorów na spółkach z III ligi, zrobiliśmy nowe szczyty hossy na wszystkich indeksach. I o to wszystkim chodzi w końcówce roku. O takich sesjach nie ma co szerzej dyskutować. Ten schemat obowiązuje cały grudzień i na ostatnich trzech sesjach fundusze zrobią wszystko, by nic go nie popsuło. Ceny poszczególnych spółek nie mają teraz znaczenia, jeśli płaci się pieniędzmi klientów funduszy. Za to roczne wyniki, od których zależą premie zarządzających - są bezcenne.

Zwróciłbym też uwagę na niewątpliwie dość ważne wydarzenie, jakim jest zanotowanie wczoraj wyższej rentowności na 2-letnich amerykańskich obligacjach w stosunku do amerykańskich 10-latek. Po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce w 2000 r., czyli na początku bessy i na progu amerykańskiej recesji. Ekonomiści mówią, że "teraz będzie inaczej". Każdy, kto choćby przeżył internetową hossę i późniejsze załamanie, wie, że "zawsze jest tak samo", a zdania o wyjątkowości obecnego okresu w rozwoju gospodarczym stają się ostrzeżeniem dla inwestorów szanujących prawa rynku.

Wcześniejsze recesje też poprzedził właśnie taki sygnał, choć obiektywnie należy wspomnieć o nietrafionych przestrogach rynku długu, jak w czasie kryzysu azjatyckiego (choć wtedy nie było to wynikiem oceny stanu amerykańskiej gospodarki, ale ucieczką kapitału do bezpiecznej i stabilnej Ameryki). Ta sytuacja sugeruje, że kwestią czasu pozostaje powrót siły grawitacji na giełdowe parkiety, a odwrócenie spreadu może ten proces przyspieszyć (w drugiej połowie przyszłego roku).