Podobnie jak pod koniec 2004 r., na polskim rynku walutowym obserwujemy obecnie bardzo pozytywne nastroje. Po krótkiej korekcie powyborczej (złoty nawet powyżej 4 wobec euro) inwestorzy doszli do wniosku, że pomimo scenariusza politycznego różnego od powszechnie oczekiwanego, nie należy spodziewać się znaczącego odwrotu w polityce gospodarczej (przynajmniej w najbliższym czasie).
Kontynuacja dotychczasowej polityki jest widoczna również w strategii zarządzania długiem publicznym. Jest to zresztą dość zaskakujące, biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi obecnego wiceministra finansów Cezarego Mecha, który zapowiadał w tym względzie odwrót o 180 stopni. Pomimo wcześniejszych sugestii Mecha, że nastąpi koncentracja emisji papierów skarbowych na rynku krajowym, jedno z głównych założeń strategii na lata 2006-2008, czyli zwiększenie udziału długu zagranicznego w długu ogółem, zostało na razie utrzymane. Co za tym idzie, możliwe są kolejne wymiany walut na naszym rynku, pochodzących z emisji na świecie. To może doprowadzić do dalszej aprecjacji złotego.
Cezary Mech stwierdził niedawno, że wpływ dokonywanej przez resort wymiany walut na notowania złotego jest niewielki, gdyż wielkość tych operacji nie stanowi dużego udziału w obrotach. Trudno się z takim stwierdzeniem zgodzić. Na rynku walutowym (podobnie jak na każdym innym) istotną rolę odgrywają oczekiwania jego uczestników. Jeśli każdy diler wie, że Ministerstwo Finansów jest aktywnym graczem, który gra tylko w jedną stronę i może wejść na rynek w każdej chwili, stwarzając dodatkowy popyt na polską walutę, to niezależnie od kwoty, którą ministerstwo operuje, każdy próbuje to wydarzenie przewidzieć i pod to wydarzenie zagrać. Stwarza się przez to dodatkowy popyt na złotego, a niewielu graczy odważy się zagrać przeciwko polskiej walucie (przeciwko ministerstwu). To właśnie może tłumaczyć, przynajmniej w pewnej mierze, ostatnie umocnienie złotego i jeśli ministerstwo zapowie, że możliwa jest wymiana (chociażby części) środków z emisji euroobligacji w pierwszym kwartale, to ta tendencja się utrzyma.
Powiem więcej, poprzez skalę ostatnich operacji (5,7 mld zł do listopada, prawie 800 mln zł w samym listopadzie) oczekiwania na kolejne mogą się wytworzyć niejako samoistnie, a dopiero stwierdzenie ministerstwa, że takiej wymiany nie będzie, może je zmienić.
Zwróćmy uwagę na dodatkowy aspekt strategii, na temat którego ministerstwo milczy. Otóż zostały utrzymane pewne punkty strategii, podczas gdy założenia za nimi stojące kompletnie się zmieniły. W strategii czytamy bowiem, że zwiększenie udziału emisji zagranicznych jest możliwe "wobec nieodległego terminu wejścia Polski do strefy euro". Dodatkowo, ministerstwo zakładało przed wyborami, że polityka odejścia od zasady zaciągania długu na rynkach zagranicznych wyłącznie w celu refinansowania zapadającego długu zagranicznego możliwa jest, gdyż "okres objęty Strategią... będzie w znacznym stopniu zbieżny czasowo z terminami wynikającymi z przygotowaniem do wejścia Polski do strefy euro". A działania związane z wypełnieniem kryteriów konwergencji i pełne uczestnictwo w Unii Gospodarczej i Walutowej będą miały istotny wpływ na strukturę walutową portfela długu i wynikające z niej ryzyko kursowe.