Przełom roku skłania zwykle do refleksji. Dlatego też, jak to zwykle w grudniu bywa, możemy zaobserwować wysyp lokalnych Nostradamusów wieszczących, co przyszły rok przynieść może. Pozwólcie Państwo, bym na chwilę dołączył do tego grona.
Lecz, jak mówią Anglicy, first things first, zacznijmy od krótkiego podsumowania przeszłości. Tym bardziej, że nie wygląda ona najgorzej. Rok 2005 okazał się bowiem rokiem niskiej inflacji, dobrych (jeśli nie rewelacyjnych) wyników handlu zagranicznego i całkiem przyzwoitego wzrostu gospodarczego. Powodów do utyskiwań nie mieli też inwestorzy - przynajmniej do października, kiedy wyniki wyborów popsuły wcześniejszy entuzjazm. Lecz nawet wtedy reakcja rynków nie nosiła znamion paniki, lecz jedynie odzwierciedliła zawód wynikający z tego, że miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. W sumie, odkładając na bok emocje, można powiedzieć, że 2005 rok ustanowił dobry punkt startowy na kolejne dwanaście miesięcy.
Jednak inwestorzy nieufnie odnoszą się do takich sielankowo-świątecznych dywagacji i w ostatnich tygodniach roku raz po raz zadają pytanie, co w najbliższej przyszłości może pójść źle. I w gruncie rzeczy mają rację, bo przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być gorzej.
Spróbujmy zatem - przynajmniej z grubsza - odpowiedzieć na powyższe pytanie. Oczywiście, ze względu na ograniczony rozmiar tego tekstu oraz uwzględniwszy fakt, że autor nie zdążył jeszcze opanować trudnej sztuki prekognicji, zestawienie ma charakter wybiórczy, subiektywny i wykluczający winę autora, gdyby rzeczywistość miała wyglądać zgoła inaczej.
Zacznijmy od fundamentów. W tym względzie trzeba przede wszystkim podkreślić efemeryczny charakter ożywienia gospodarczego. Niepewność ta dotyczy szczególnie skłonności do inwestycji, które - jak pokazały ostatnie lata - są bardzo czułe na wahania bieżącego popytu. Oczywiście, jeśli nie wystąpią większe szoki zewnętrzne, polska gospodarka może rzeczywiście wzrosnąć w przyszłym roku o kolejne 4-5%, jednak ostrożność w tym względzie jest bardziej niż wskazana.