Harce z dodatnią bazą, które zaczęły się kilka sesji temu, skończyły się źle dla posiadaczy długich pozycji. Oczywiście, dla tych, którzy zasiedli do gry powyżej 2700 pkt. Po raz kolejny okazało się, że większość nie ma racji.
Przez większą część roku kontrakty zamiast wyprzedzać ewidentny trend wzrostowy pozostawały w niedowierzaniu z ujemną bazą. Winna jest psychologia. Kiedy indeks wchodził na nowe wysokie poziomy, większości wydawało się, że jest już tak wysoko i bardziej naturalna wydawała się pozycja krótka. Tymczasem indeks rósł na przekór, właściwie nie wiadomo do końca dlaczego. Było przecież tyle negatywnych elementów - wybory, słabszy od oczekiwanego wzrost gospodarczy, itp., itd.
Ostatni wzrost kontraktów to efekt dynamicznego wybicia indeksu na nowe szczyty 20 grudnia, a szczególnie poświąteczny rajd bez obrotów z 27. Stało się "jasne", że indeks będzie rósł do końca roku, żeby lepsze były wyceny aktywów, co tym łatwiejsze, że obroty są tak małe. Innym elementem była niechęć do realizowania zysku związana z koniecznością zapłacenia podatku, ale dotyczy to inwestorów indywidualnych i mniejszych spółek. Dlatego też ostatni tydzień to notowania z dodatnią bazą, jakiej dawno nie widzieliśmy.
Ciekawostką jest, że niemal zawsze, kiedy baza zerowała się lub przechodziła na plus, dochodziło do korekty WIG20. Duzi gracze dyktują trendy. Ich obecność na rynku futures była dobrze widoczna w dniu wygasania kontraktów serii grudniowej. A skoro są i mają wpływ na indeks, to czemu nie mieliby tego wykorzystać? Szczególnie jeśli obroty są małe, a baza niezwykle optymistyczna? W tej sytuacji wystarczyło wziąć krótkie po 2720 pkt i schłodzić nieco rynek.