Ostatnia sesja roku na rynku obligacji nie przyniosła większych zmian. Nikt też ich chyba nie oczekiwał. Minimalne zmiany odnotowano również na światowych rynkach. Od miesiąca różnica pomiędzy rentownością polskich i niemieckich 10-latek utrzymuje się na stałym poziomie ok. 1,8 pkt proc., co pokazuje, że wydarzeniom na naszym rynku ton nadają czynniki zewnętrzne. Zapewne one będą też w największym stopniu determinować ceny polskich papierów w pierwszych dniach nowego roku. Na nowo zacznie się dyskusja na temat polityki pieniężnej EBC.
Jednocześnie w USA w segmencie obligacji od terminach zapadalności od 2 do 10 lat rentowność się wyrównała (różnice nie przekraczają 0,05 pkt proc.). Spłaszczenie krzywej, jej prawdopodobne odwrócenie w kolejnych tygodniach i negatywne konsekwencje tego zjawiska w przeszłości stają się coraz bardziej popularnym tematem komentarzy. Gdyby rzeczywiście miało to sprowadzić kłopoty na rynki finansowe, trwająca od czterech lat bardzo dobra passa obligacji z emerging markets mogłaby zostać przerwana. W 2005 r. ta grupa aktywów przyniosła 9,5% zysku, a średnia z ostatnich 3 lat to blisko 16%.