Reklama

Ferrari

Publikacja: 31.12.2005 08:00

Koniec roku to tradycyjnie okres podsumowań i prognoz, w którym analitycy prześcigają się w opisywaniu tego, co było i przewidywaniu tego, co może się wydarzyć przez następnych dwanaście miesięcy. Dla wszystkich aktywnych uczestników rynku od dilerów po maklerów i od traderów po zarządzających funduszami jest to nie tylko czas wytchnienia po ciężkiej pracy, ale również okres oczekiwania na rocznego bonusa, który tak naprawdę da odpowiedź na pytanie, czy mijający rok był udany.

Biorąc pod uwagę ogólną kondycję rynków finansowych, 2005 r. był jednym z lepszych w ostatnich latach. Na wszystkich rynkach mieliśmy jasne trendy, które sprzyjają osiąganiu wysokich zysków. Rynek surowcowy przez cały rok nieprzerwanie piął się, wspierając spółki surowcowe, które na warszawskiej giełdzie z miejsca stały się lokomotywami wzrostu. Wysokie ceny miedzi i ropy sprawiły, że KGHM, Orlen, Lotos czy węgierski MOL stały się kurami znoszącymi złote jaja. Dodatkowo, dobre wyniki polskich banków i spekulacje na temat zbliżającej się fuzji BPH i Pekao sprawiły, że sektor bankowy walnie przyczynił się do ustanowienia przez WIG20 historycznych maksimów.

Nie gorzej było również na rynku walutowym, gdzie przez cały rok utrzymywał się trend wzrostowy amerykańskiego dolara. Jednocześnie trend ten był niezwykle łaskawy dla graczy. Okresy wzrostu wartości dolara były przerywane korektami, które pozwalały spóźnialskim wsiąść do pędzącego pociągu. W Polsce mieliśmy i długo wyczekiwane osłabienie złotego na początku roku, i powrót do głównego nurtu umacniania się naszej waluty, szczególnie widoczne w IV kwartale.

Narzekać nie powinny również osoby działające na rynku obligacji. Co prawda, czasy olbrzymich zysków, gdy co miesiąc RPP obniżała stopy procentowe o 100-200 pkt, minęły, ale tegoroczne obniżki stóp z 6,50 do 4,50 dały traderom okazję to "wyrobienia" budżetu.

Jak widać, okazji do zarobku było sporo, ale jak to zawsze bywa, nie wszyscy potrafili je wykorzystać. Mimo że każdy uczestnik rynku zna angielskie powiedzenia "trend is your friend", czy "cut your losses, let you profit fly", natura człowieka nie sprzyja osiąganiu dużych zysków. Trudno jest bowiem kupować akcje spółki po osiągnięciu przez nią historycznych maksimów, licząc na dalszy wzrost, czy sprzedawać walutę po tym, jak jej kurs znalazł się na najniższych poziomach od lat. Umiejętność pozbycia się tych cech również w tym roku okazała się kluczowa.

Reklama
Reklama

Już nic się nie da zrobić. Czasu na podjęcie ryzyka było wystarczająco dużo, a teraz, jak to zwykł mówić mój kolega "albo pudełko, albo ferrari".

Mam nadzieję, że w nowym roku sprzedaż ferrari w naszym kraju znacząco wzrośnie, czego Państwu i sobie życzę.

Doradca ds. ryzyka walutowego

WGI Dom Maklerski

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama