Za rok może już nie być w obiegu estońskich koron, litów ani tolarów. Rządy nowych państw członkowskich Unii przekonują, że wejście do strefy euro oznacza przyciągnięcie zagranicznych inwestycji, przyspieszenie tempa wzrostu i podniesienie stopy życiowej. O przyjęciu wspólnej waluty będą jednak decydowali obywatele w ogólnonarodowych referendach, a ich pozytywny wynik wcale nie jest przesądzony.
Po pierwsze, wszędzie panuje dość powszechne i uzasadnione przekonanie, że wprowadzenie euro spowoduje wzrost cen podstawowych towarów i usług, co najboleśniej odczują najbiedniejsi. Po drugie, żeby wprowadzić euro, rządy będą musiały uzyskać zgodę ma cięcia w wydatkach socjalnych. Bez tego nie uda się bowiem zmniejszyć deficytów budżetowych do wymaganego przez układ z Maastricht poziomu 3% PKB. A jest to jedno z głównych kryteriów dopuszczających do strefy euro.
W każdym razie sceptyczny stosunek do euro nie jest wynikiem obaw o utratę tożsamości narodowej, a strachu o całkiem wymierne straty finansowe, bo może podrożeć większość towarów w sklepie za rogiem. Takie są wyniki niedawnego sondażu przeprowadzonego na zlecenie Komisji Europejskiej przez EOS Gallup Europe wśród 10 tys. mieszkańców nowych państw członkowskich.
Zaledwie 38% ankietowanych, którzy wcześniej poparli w referendach przystąpienie do Unii, uważa, że przyjęcie euro będzie dla nich korzystne. W takim samym badaniu przeprowadzonym rok wcześniej pozytywnych odpowiedzi udzieliło 44% respondentów. Polska i Czechy, dwa największe kraje spośród nowych państw członkowskich Unii, mają wyższe od średniej odsetki niechętnych wspólnej walucie. Jedynie 34% Polaków i 31% Czechów odpowiedziało, że z zadowoleniem powitałoby zastąpienie przez euro złotego i korony.
Przy czym aż 92% uczestników tej ankiety jest przekonanych, że przyjęcie euro pomoże w podróżach, a 80% spodziewa się łatwiejszych zakupów w zagranicznych sklepach. Natomiast większość nie widzi żadnych korzyści ze wspólnej waluty na rynkach krajowych i w codziennym życiu. Komisja Europejska uznała, że takie wyniki omawianej ankiety są rezultatem "stosunkowo niskiego poziomu wiedzy". Częściowo można to wyjaśnić wyraźnym brakiem zainteresowania ze strony obywateli. Przyczyną może też jednak być brak dostępnych informacji, ich poziom oraz sposoby dystrybucji.