Nawet jeśli na dzisiejszej sesji wyznaczyliśmy szczyt, to nie zawaham się napisać, że lepszego zachowania rynku być nie mogło. Niektórzy mogą doszukiwać się tutaj symptomów euforii. Tak euforia nie wygląda. Tylko początek sesji był dość dynamicznym ruchem. Potem mieliśmy konsolidację przy szczytach, co zawsze jest wyrazem siły rynku i po takiej "korekcie w biegu" ruszyliśmy znowu do góry. Obroty były przy tym bardzo duże, choć również nie są to wartości wskazujące na euforyczne zakupy. Euforią można by nazywać analogiczny wzrost, ale w momencie gdyby opierał się on na emocjach i dotyczył samego początku lub końca sesji.

Dzisiaj było widać poważnych inwestorów. Z nowym rokiem zachodnie fundusze rzuciły świeże kapitały na niektóre emerging markets. Na dwóch ostatnich sesjach mocno rosną BUX i PX50, a wczoraj ponad 2,2% rósł indeks turecki (ten sam "koszyk"). Spekulacjom o zagranicznym kapitale sprzyja też umocnienie walut, w tym złotego.

Wszystko wygląda więc niczym bycza bajka, ale o jednym trzeba pamiętać. Analogiczne oczekiwania w kwestii napływu zagranicznego kapitału przyniosły w zeszłym roku w styczniu bardzo mocne rozczarowanie. Od szczytu wyznaczonego na pierwszej styczniowej sesji WIG20 stracił ponad 9% w ciągu 3 tygodni. Dopiero po takim strząśnięciu do gry weszła zagranica. Nie zdziwiłbym się, gdyby w tym roku było odwrotnie - w styczniu rynek w końcu wejdzie w euforię, a ta zostanie wykorzystywana przez "smart money" do zredukowania portfeli. Niezależnie jednak od tego, co nas czeka w kolejnych miesiącach, tak wzorowa bycza sesja nie pozwala na nic innego, jak dalszy optymizm na najbliższe sesje. W tak silnej fali wzrostowej można jedynie z opóźnieniem reagować na wykreślenie szczytu, a nie prognozować poziom i moment jego wyznaczenia.