Początek piątkowej sesji na rynku terminowym rozpoczął się od korekty. Kurs marcowych kontraktów spadł do 2842 pkt z 2867 pkt w czwartek na zamknięciu. Kto jednak liczył, że po 8-proc. wzroście (od poniedziałku do czwartku), w piątek przyjdzie korekta, to srogo się zawiódł. Byki nie chciały wczoraj bowiem oddawać zysków. Wspomniany poziom 2842 pkt okazał się dziennym minimum, z którego kurs kontraktu FW20H6 mocno ruszył do góry. W efekcie sięgnął on poziomu 2918 pkt. Dopiero ostatnie minuty sesji przyniosły realizację zysków. Ostatecznie "marzec" zakończył tydzień na poziomie 2888 pkt. Jest to najwyższy poziom zamknięcia w historii.
Na wykresie dziennym kontraktów została wyrysowana biała świeca z wyraźnym górnym cieniem. Razem z krótkoterminowym wykupieniem może to prowokować korektę na początku przyszłego tygodnia. Sądząc jednak po sile trendu, przyjmie ona raczej charakter stabilizacji, żeby pod koniec tygodnia kontrakty mogły zdecydowanie ruszyć do góry. Wzrost w przyszłym tygodniu sugeruje również wysoki odsetek pesymistów w ankiecie Wigometr. Wśród pytanych aż 50% oczekuje spadków, podczas gdy o wzrostach mówi 35%.
Jednak nie tylko analiza techniczna i gorsze nastroje wśród analityków przemawiają za kontynuacją wzrostów. Na wygraną byków wskazuje również charakter ostatniej zwyżki. Po Nowym Roku polski rynek wszedł bowiem w hiperbolę. Zazwyczaj jest to ostatni akord hossy. Problem w tym, że nie sposób przewidzieć, kiedy ona się zakończy. Gdyby szukać analogii historycznych, to należałoby postawić na marzec. Czyli dokładnie 6 lat po pęknięciu bańki internetowej i 12 lat po załamaniu z 1994 r. O ile tylko nie dojdzie do większej przeceny w USA lub zawirowań w polskiej polityce, jest to realny scenariusz. Później będzie już tylko gorzej.