Zdaniem Jacka Wiśniewskiego, głównego ekonomisty Raiffeisen Bank Polska, podawanie samej daty spełnienia kryteriów z Maastricht (w tym dotyczącego wielkości deficytu finansów publicznych) to za mało. - Inwestorzy patrzą na planowaną datę przyjęcia euro - powiedział analityk.

- Polska jest jedynym spośród dziesięciu nowych członków Unii Europejskiej, który takiej daty nie podał. Ale z wcześniejszych przecieków wiadomo, że jej nadal nie będzie. To minus programu konwergencji - oceniła Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego.

Jaka byłaby reakcja, gdyby rząd podał datę, ale wykraczałaby ona poza perspektywę obecnej kadencji Sejmu? - Dla rynku nie miałoby to większego znaczenia. Wiadomo, że kolejny parlament i kolejny rząd mogłyby taką deklarację zmienić - zauważył Jacek Wiśniewski, ekonomista Raiffeisen Bank Polska.

K. Zajdel-Kurowska uważa jednak, że rządowy dokument będzie istotny. - Polska zobowiązuje się w nim do pewnej długookresowej ścieżki ograniczenia deficytu finansów publicznych. Odejście od niej groziłoby nam karą finansową ze strony Komisji Europejskiej - wyjaśniła ekonomistka Handlowego. - Najważniejsza sprawa to "zejście" z deficytem do mniej niż 3% PKB. Ale ważna jest też sama strategia: jak to osiągnąć - dodała.

- Rynki spodziewają się oficjalnego potwierdzenia, że Polska odkłada wejście do strefy euro poza rok 2010. Inną sprawą jest to, czy Polska w ogóle będzie w stanie wprowadzić wspólną walutę. Dlatego szczegóły planowanych reform będą równie ważna jak ta data. Od nich będą zależeć rządowe plany przyspieszenia wzrostu gospodarczego, szybkiego zmniejszenia bezrobocia i naprawy budżetu - ocenił Gyorgy Kovacs, ekonomista DZ Bank-CEE Research w Budapeszcie.