Wczoraj rano papiery London Stock Exchange wystrzeliły prawie o 9%, z 615 do 670 pensów. Nie wiadomo tylko, czy głównym powodem były świetne wyniki finansowe, czy też stwierdzenie z komunikatu giełdy, która podała, że oferujący po 580 pensów za jej akcje bank Macquarie chce je wziąć "tanim kosztem".
Zysk największej giełdy na Starym Kontynencie w ostatnim kwartale zeszłego roku (czyli trzecim jej roku obrachunkowego) wyniósł 28,2 mln funtów (49,6 mln USD) i w skali roku wzrósł o 71%. Stało się tak głównie dzięki wpływom od nowych emitentów, którzy ostatnio ławą idą na brytyjski parkiet.
Komunikat o wynikach (opublikowany we wtorek pod wieczór) ukazał się wcześniej niż zazwyczaj. Według analityków, giełda zdecydowała się odpowiedzieć nim na oficjalnie ogłoszone przez Australijczyków wezwanie do odsprzedaży im jej papierów. Zapewniła w ten sposób udziałowców, że świetnie radzi sobie bez strategicznego inwestora - i że może bez niego się obyć.
LSE określiła australijskie podchody jako "krzykliwą próbę przejęcia giełdy tanim kosztem".
Macquarie ma inne zdanie: szef banku na Europę Jim Craig ocenia godziwą wartość londyńskiego parkietu najwyżej na 500 pensów za akcję, więc ofertę o wartości 580 pensów za papier (1,5 mld funtów za całą giełdę) uważa za korzystną. Podkreśla, że jest to de facto jedyna propozycja, którą akcjonariusze LSE mogą rozpatrywać. Przypomnijmy, że giełdą w Londynie interesuje się jeszcze sojusz Euronext, który wciąż jednak zwleka z przedstawieniem konkretów. Z kolei niemiecka Deutsche Boerse nie składa kolejnych ofert po tym, jak w zeszłym roku dwukrotnie usłyszała "dziękujemy".