Wczorajsza sesje sugeruje, że rynek złapał krótkoterminową równowagę. Mam jednak mniej więcej takie odczucia jak po przejeździe Grzegorza Filipowskiego - najlepszego w historii polskiego łyżwiarstwa figurowego zawodnika - niby wszystko w porządku, ale wrażenie artystyczne jest słabe. Przede wszystkim duży spadek zanotowały akcje Orlenu, przy wolumenie przekraczającym 2 mln walorów. Po raz ostatni podobna sytuacja miała miejsce w październiku zeszłego roku i towarzyszyła jej ostra korekta na całym rynku. To jest ostrzeżenie, że konsolidacja może zakończyć się wybiciem w dół. Najbliższe wsparcie stanowi przyspieszona linia trendu, która na wykresie WIG20 znajduje się ponad poziomem 2700 pkt.

Z chwili słabości największych firm korzystają średnie spółki. Z 96 spółek, których akcje wchodzą w skład indeksu Dow Jones Euro Enlarged, najmocniej wzrosły w tym roku kursy siedmiu polskich spółek. Prym wiedzie Boryszew, ze stopą zwrotu przekraczającą 30%, "najsłabszy" w tym gronie jest Budimex (+19%). Między nimi tylko dwie spółki z WIG20 i to te, które na wartość indeksu nie mają większego wpływu - Softbank i Bioton.

Ciekawie wygląda sytuacja polskiego rynku z punktu widzenia analizy międzyrynkowej. Ceny polskich obligacji zanotowały maksimum w połowie września zeszłego roku. Od początku listopada notowania ponownie rosną, ale do szczytu wciąż jest jeszcze daleko. W tej chwili rentowność 10-latek wynosi 4,8%, gdy przed nieco pona d trzema miesiącami wynosiła mniej niż 4,4%. Dochodowość papierów na rynkach bazowych idzie ostatnio w górę i może okazać się bodźcem do przeceny polskiego długu. Taki scenariusz zasugerowałby, że szczyt na rynku obligacji mamy już za sobą, zatem teraz pora na akcje. W 2003 roku taki scenariusz nie sprawdził się - ostra przecena na rynku obligacji nie spowodowała praktycznie żadnej reakcji na akcjach. Wtedy jednak dużo większy udział w obrotach na warszawskiej giełdzie mieli krajowi inwestorzy instytucjonalni. Teraz więcej do powiedzenia ma zagranica.