Reklama

Kolekcjonerzy, pasjonaci, inwestorzy

Publikacja: 14.01.2006 07:59

Pasje kolekcjonerskie rozwijałem od małego. Jako brzdąc zbierałem znaczki. Pamiętam, że na serie ze zwierzętami, samochodami czy też samolotami mogłem patrzeć w nieskończoność. Zbierałem również monety, szczególnie te przywożone z zagranicznych podróży (moje pierwsze "fundamenty" wiedzy o walutach obcych). Później, gdy trenowałem szachy, zbierałem stare rosyjskie szachownice. Czas płynął, zmieniały się zainteresowania. Teraz zbieram "miniatury architektury" jako pamiątki z moich podróży, duże modele Lego Technics, a piwniczkę wzbogacam o nowe butelki wina.

Czasami bywa tak, że taki kolekcjoner-pasjonat staje się niepostrzeżenie inwestorem, a przedmiot jego pasji zyskuje na wartości jako aktywa inwestycyjne. Wprawdzie rynek figurek architektury jest jeszcze słabo rozwinięty, ale np. zbieracze monet mogą mieć ogromne powody do zadowolenia.

Monety to bardzo ciekawe hobby inwestycyjne. Zauważmy, że rynek monet może mieć z jednej strony tło fundamentalne, uzależnione od cen kruszcu, np. złota na rynkach światowych, wielkości emisji czy też tematu. Z drugiej strony mamy do czynienia z ważnym czynnikiem psychologicznym, który systematycznie wspiera stronę popytu i ogranicza podaż, niezależnie od trendu. Przywiązanie pasjonata monet do swojej kolekcji i przyjemność zbieracza powodują subiektywny wzrost ich wartości. Dlatego elastyczność podaży monet jest zdecydowanie mniejsza od elastyczności popytu, niezależnie od fundamentów. To taki "mentalny hedge": Radość z posiadania kolekcji monet może być większa, gdy okaże się, że któraś z nich jest warta kilkaset procent więcej od ceny, za którą była kupiona.

Emitentem monet w Polsce jest Narodowy Bank Polski. To on tworzy swoistego rodzaju rynek pierwotny. Na stronach internetowych NBP można z łatwością znaleźć plan emisji na cały rok. Zarówno kolekcjonerskich, jak i Nordic Gold. Monety można kupować w oddziałach okręgowych NBP w całym kraju, jak również przez specjalistyczne firmy numizmatyczne.

Jeszcze do niedawna wykładnią wartości były katalogi, co sprawiało, że inwestycje w monety miały charakter długoterminowy. Wszystko nabrało jednak nowego wymiaru, w miarę wzrostu obrotu przez portale internetowe, w których przoduje obecnie Allegro. Arbitralna, czasami subiektywna, wycena wartości monet została zastąpiona siłami podaży i popytu. Stworzony został płynny rynek, z którego korzystają zarówno długoterminowi gracze, jak i spekulanci.

Reklama
Reklama

O wartości dobra, szczególnie kolekcjonerskiego, decyduje jego rzadkość, więc WIELKOŚĆ EMISJI ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia długoterminowych inwestycji. Jednak to TEMAT i moda (rynkowy nastrój) decydują o stopach zwrotu w średnim terminie. Nie mogę również nie wspomnieć o kruszcu, szczególnie że to właśnie wzrost cen złota na świecie prowadził do hossy złotych monet w 2005 r.

Jeszcze do 2004 r. bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się monety srebrne. Jednak wysokie emisje zdecydowanie zaspokoiły apetyt kolekcjonerski i ograniczyły perspektywy spekulacji, co nie oznacza, że nie trafiają się perełki. Dobrym przykładem może być tutaj Bursztynowy Szlak, srebrna moneta z bursztynem, wyemitowana w 2001 roku w cenie 57 zł/szt., dzisiaj warta jest około 800 zł (wycena na podstawie transakcji z Allegro). Rok 2005 to zdecydowany przełom na rynku złotych monet. Dominującym tematem były monety papieskie. Jan Paweł II (Pontifex Maximus), której cena emisji w 2002 r. wynosiła 900 zł była sprzedana ostatnio za 4500 zł. Również Jan Paweł II, 25-lecie pontyfikatu z 2003 r. (940 zł) za około 4500 zł. Cena złotej monety Papież Jan Paweł II 1920-2005, emitowanej w 2005 r. po 540 zł, w rekordowej liczbie 18 700 sztuk, wzrosła dwukrotnie.

Historia pokazuje, że w długim terminie na wartości zyskują monety o niskim nakładzie, których temat kojarzony jest z Polską na arenie międzynarodowej lub też wiąże się ważnymi datami z historii Polski. To zwiększa grono odbiorców. Takimi monetami mogą być zainteresowani zagraniczni kolekcjonerzy, szczególnie Polonia amerykańska, która stworzyła swój oddzielny bardzo chłonny rynek. Jedyna złota moneta z 1995 roku, XIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, wprowadzona do obiegu w nakładzie zaledwie 500 szt., warta jest obecnie blisko 35 000 zł, podczas gdy złoty Henryk Sienkiewicz 1846-1916 (1996 rok, emisja 1000 szt.) około 15 000 zł. Idąc tym tropem, warto zwrócić uwagę na 25-lecie NSZZ Solidarność z 2000 r., a w temacie królów polskich - na Jana III Sobieskiego z 2001 r.

Dla wielu hobbystów-pasjonatów ich kolekcje monet nabierają ogromnej mentalnej wartości. To ważny temat rozmów z "kolegami po zainteresowaniach". Ciekawe, czy 15 000 zł za złotego Sienkiewicza z 1996 r. jest przekonywającym argumentem do sprzedaży perełki kolekcji, powodu do dumy i obiektu zazdrości innych kolekcjonerów. Ciekawe, ilu jest takich numizmatyków, którzy mimo średniej krajowej zamożności trzymają "złotego Sienkiewicza" od emisji do dziś. Takie osoby prawdopodobnie nie sprzedadzą go nawet wtedy, gdy będzie wart dwa razy więcej. Dla pasjonata pieniądze stają się sprawą drugorzędną, a sprzedaż "perełki" byłaby zdradą ideałów. To chyba podstawowa kwestia różniąca kolekcjonera od inwestora.

Analityk rynków

finansowych w Pekao

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama