Londyńskie Centre for Economics and Business Research wyliczyło, że na wypłaty bonusów firmy z City przeznaczą aż 7,5 mld funtów (ponad 13 mld USD), czyli 16% więcej niż w zeszłym roku. Do kiesy każdego z bankierów, analityków, zarządzających i menedżerów wpadnie 23 tys. funtów. Przeciętnie, bo na większe gratyfikacje mogą liczyć np. traderzy zajmujący się rynkiem surowcowym, czy specjaliści od fuzji.
Skąd wzięły się wyliczenia? CEBR było nader skrupulatne. Posłużyło się modelem, który uwzględnia poziom aktywności na giełdzie czy dane dotyczące rynku fuzji i przejęć. A w zeszłym roku banki inwestycyjne miały na czym zarabiać. Wskaźniki się pięły (FTSE-100 wzrósł o 17%), natomiast wartość europejskich fuzji i przejęć skoczyła o 34%.
W sektorze finansowym w City pracuje teraz ok. 325 tys. osób, o ok. 3% więcej niż rok temu. Poziom zatrudnienia wzrósł już ponad szczyt z czasów gorączki internetowej w 2000 r., kiedy sięgał 324,2 tys. pracowników. - Zeszły rok był rokiem odbicia, a ten będzie rokiem konsolidacji - przewiduje Douglas McWilliams, jeden z autorów raportu CEBR. Raczej więc w tym roku nie należy już się nastawiać, że londyńskie centrum finansowe powita z otwartymi ramionami każdą nową twarz. Zatrudnienie ma się zwiększyć o niecałe 2%.
CEBR szacuje, że dla tych, którzy pracę w City już mają, pogoda nadal będzie sprzyjająca. Za rok premie znów powinny być przynajmniej o jedną dziesiątą wyższe.
Nie mogą narzekać także "białe kołnierzyki" z nowojorskiej Wall Street. Tam premie w tym roku mają też być wyższe o 16% i łącznie wynieść 21,5 mld USD - podał inspektor finansowy z Nowego Jorku Alan Havesi. Na Wall Street, gdzie w usługach finansowych pracuje 174 tys. osób, "na głowę" przypada 125,5 tys. USD. Rekordem jest zarówno łączna wartość premii (poprzedni pochodzi z 2000 r., kiedy firmy wypłaciły 19,5 mld USD), jak też średnia wysokość na każdego zatrudnionego.