Status quo zostało zachowane: po raz piąty z kolei więcej udało się osiągnąć Airbusowi. Europejski producent zdobył zamówienia na 1055 maszyn pasażerskich, Boeing - na 1002. Airbus dostarczył przy tym liniom lotniczym 378 samolotów, Boeing - tylko 290, czyli prawie jedną czwartą mniej. Nie spełniły się więc buńczuczne zapowiedzi Amerykanów, że tym razem oni wreszcie będą górą.
Portfel zamówień samolotowych potęg w zeszłym roku mocno spuchł. Po raz pierwszy w historii razem przekroczyły barierę 2000 potwierdzonych zamówień. Poprzedni rekord pochodził sprzed 16 lat i wynosił 1631 maszyn. - Zeszły rok był świetny dla całej branży, a dla Airbusa w szczególności - chwalił się wczoraj Gustav Humbert, dyrektor generalny producenta z Tuluzy. Wyjawił, że przychody Airbusa wzrosły do rekordowych 22,3 mld euro, czyli prawie o 9%.
Airbus zbudował sukces na niebywałej popularności A320, maszyny średniego zasięgu, po którą najczęściej sięgają tanie linie lotnicze. Nie tylko tani przewoźnicy przeżyli w zeszłym roku rozkwit. Przychody całej branży, razem z liniami "tradycyjnymi, skoczyły o 10%, a ruch pasażerski wzrósł o 7,1% - wynika z najnowszych danych IATA, organizacji skupiającej przewoźników. Przy tak świetnych rezultatach i nie gorszych prognozach firmy lotnicze na świecie mogły sobie pozwolić na uzupełnienie i rozbudowę floty. Szczególnie wiele zamówień spłynęło z Azji, przede wszystkim z Chin i Indii, których gospodarki pędzą, a razem z nimi popyt na przewozy. Wymianę maszyn wymusiła też sytuacja na rynku ropy naftowej - nowe modele są mniej paliwożerne.
AFP, Bloomberg