Ostatnie dni przyniosły dramatyczny wzrost ryzyka politycznego - coraz bardziej prawdopodobne są przedterminowe wybory, do których może dojść, o ile do końca stycznia Sejm nie uchwali budżetu państwa.
W środę Jarosław Kaczyński, lider rządzącego i przodującego w sondażach Prawa i Sprawiedliwości, powiedział, że jeśli opozycja - przeciwna wyborom - nie chce wcześniejszych wyborów, powinna poprzeć rząd. Politolodzy odebrali ten apel jako zasłonę dymną ze strony PiS i de facto początek kampanii wyborczej.
"Jeśli ostatecznie padnie informacja, że będziemy mieć wcześniejsze wybory, będzie to stymulator korekcyjny. Inwestorzy, szczególnie zagraniczni mogą wówczas chcieć uciekać od takiego ryzyka mimo że mamy dobrą sytuację makroekonomiczną i duże napływy" - powiedział makler w CA IB Securities, Sebastian Siejko.
"Jestem jednak pod wrażeniem odporności polskiego rynku i siły popytu, która wciąż w nim drzemie. Taka 'twardą podłogą' okazuje się poziom 2.780 punktów na WIG20" - dodał. Po dojściu do tego pułapu, WIG20 odrobił część strat i ustabilizował się powyżej 2.800 punktów, głównie dzięki wyjściu na plus kursu akcji KGHM Polska Miedź SA. Rynek został pociągnięty w dół głównie przez PKN Orlen i Telekomunikacja Polska SA (TPSA), której Morgan Stanley obniżył rekomendację.
Na notowaniach polskiego potentata paliwowego zaciążyła zaś rekomendacja "kupuj" dla akcji Grupy Lotos SA, wystawiona przez Erste Bank. Zdaniem uczestników rynku, fundusze, które niedawno wywindowały cenę PKN do najwyższego poziomu w historii, mogą teraz kupować w jego miejsce Lotos.