"Wprowadzenie pomocy finansowej dla producentów rolnych uzasadnione jest potrzebą zwiększenia konkurencyjności polskich gospodarstw na rynku unijnym" - czytamy w uzasadnieniu do projektu. Rząd chce, aby rolnicy mogli ubiegać się o zwrot części zapłaconego w cenie oleju napędowego podatku, przedstawiając w urzędach gmin odpowiednie faktury. Rozliczenie następowałoby dwa razy w roku.

Różne szacunki wskazują, że rolnicy płacą rocznie od 1,2 mld do 1,9 mld zł akcyzy. Rząd nie chce zrezygnować z całości tych dochodów. Dlatego w projekcie ograniczono zwroty do 86 litrów na hektar użytków rolnych. Resort rolnictwa szacuje, że takie rozwiązanie ma kosztować 650 mln zł. Tyle też pieniędzy zarezerwowano w projekcie budżetu, nad którym pracuje Sejm (rząd założył 450 mln zł, kolejne 200 mln zł dodano podczas prac komisyjnych).

Niewykluczone że limit jeszcze wzrośnie. W parlamencie leży bowiem projekt Samoobrony, który zakłada obniżkę akcyzy na paliwo dla rolników do najniższego poziomu, na jaki pozwala Unia Europejska - 21 euro (teraz ok. 81 zł) na 1000 l. Teraz podatek od oleju napędowego wynosi 1048-1180 zł na 1000 l.

Do 2003 r. funkcjonowały dopłaty do paliwa rolniczego w postaci bonów. Zdarzało się, że korzystały z nich osoby spoza rolnictwa. Rząd liczy jednak, że nowa forma pomocy nie będzie powodowała nadużyć i ograniczy szarą strefę. Analitycy są jednak sceptyczni. - Dopłaty są de facto pomocą społeczną, z której zechce skorzystać jak największa liczba osób. Nie ma to wiele wspólnego z produkcyjnością danego gospodarstwa - mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego.