Na zaledwie 20 minut przed regulaminowym końcem sesji wstrzymano wczoraj handel na drugim co do wielkości na świecie rynku papierów wartościowych. System zatkał się w związku z nadmierną liczbą zleceń dotyczących akcji spółki internetowej Livedoor, której siedzibę przed dwoma dniami przeszukali prokuratorzy. Najbliższa sesja może być skrócona - zapowiedział prezes giełdy Taizo Nashimuro.
Indeks Nikkei 225 spadł wczoraj o 2,9%, zwiększając straty z całego tego tygodnia, w którym z rynku wyparowało już ponad 300 mld USD. Wczorajsza wpadka to już trzecia awaria komputerów na tokijskiej giełdzie w ciągu minionych trzech miesięcy.
Inwestorzy złożyli zlecenia sprzedaży 263 mln akcji Livedoor, ponad jednej czwartej całej puli, po 496 jenów za sztukę, o 17% taniej niż na wtorkowym zamknięciu. Była to najniższa dopuszczalna przez regulamin cena. Do transakcji jednak nie doszło, bo nie było chętnych do kupowania po tym kursie.
Giełda nie ujawnia liczby zleceń złożonych na poszczególne spółki. Sesję przerwano po przetworzeniu 4 mln zleceń, maksymalnej liczby, z jaką radzi sobie system komputerowy. Wcześniej giełda prosiła biura maklerskie o łączenie zleceń różnych klientów, tak by zmniejszyć liczbę transakcji. Wcześniej zakończono też wczoraj obrót niektórymi akcjami na giełdach w Fukuoka i Sapporo, które używają tego samego systemu, co rynek w Tokio.
Tokijscy prokuratorzy prowadzą śledztwo w Livedoor, bo jednej ze spółek córek tej firmy zajmującej się reklamą internetową zarzucono próby manipulowania kursem akcji. Livedoor od 2000 r. kupiła 20 spółek, a w ub.r. dokonała wrogiego przejęcia firmy należącej do Fuji Television Network, największego japońskiego nadawcy. Gazeta "Yomiuri" napisała wczoraj, że Livedoor fałszował też raporty finansowe, wykazując zysk zamiast straty w roku finansowym zakończonym 30 września 2004 r. Do wczorajszej znaczącej przeceny w Tokio przyczyniły się też gorsze od oczekiwanych wyniki Intela i Yahoo!, co nasiliło obawy mniejsze zyski w tej branży.