Reklama

Bąbel

Wzrost cen aktywów (domów w szczególności) następuje na całym świecie od kilku lat, a zdania na temat jego wpływu na politykę pieniężną są podzielone

Publikacja: 19.01.2006 07:59

Odchodzący na emeryturę pod koniec stycznia Alan Greenspan kojarzony jest z jednym z najdłuższych okresów wysokiego wzrostu gospodarczego w USA. Jednak pośród wielu głosów zachwytu nad prowadzoną przez niego polityką pieniężną, pojawiają się również oskarżenia o doprowadzenie do powstania dwóch bąbli spekulacyjnych.

Pierwszy z nich, związany ze szturmem na akcje spółek internetowych, zakończył się spektakularnym krachem pięć lat temu. Drugi - rosnące w niezwykłym tempie ceny nieruchomości - trwa. Z tym że zwyżka cen aktywów (domów w szczególności) następuje na całym świecie od kilku lat, a zdania na temat jej wpływu na politykę pieniężną są podzielone. Z jednej strony bowiem, w takiej sytuacji inflacja rozumiana jako spadek siły nabywczej pieniądza w czasie rośnie, z drugiej jednak - mandaty banków centralnych przewidują stabilizowanie wskaźników cen dóbr i usług konsumpcyjnych, do których mieszkań - na razie - się nie zalicza. W obliczu tej ożywionej dyskusji, toczącej się na świecie, warto się może zastanowić nad implikacjami dla polskiej gospodarki?

Od pewnego czasu ceny nieruchomości w Polsce nieprzerwanie rosną. Złożyło się na to kilka czynników. Szybszy wzrost gospodarczy i większa zamożność części społeczeństwa wywołały większy popyt. Wejście do Unii Europejskiej sprawiło, że pojawiają się zagraniczni inwestorzy (indywidualni i instytucjonalni), którzy traktują polski rynek jako znakomite miejsce do inwestycji. Stopy procentowe, mimo że wciąż dość wysokie, spadły, umożliwiając większej liczbie osób zakup na kredyt. Wreszcie, umacniający się złoty sprawił, że ludzie mniej boją się zaciągać kredyty w walutach obcych.

Wpływ tych czynników w zasadzie nie zmienił się od niemal dwóch lat, co sprawia, że trudno przypuszczać, iż ceny nagle zaczną spadać. Można ewentualnie przypuszczać, że barierą okaże się możliwość zadłużania się społeczeństwa. Porównanie z innymi krajami UE rozwiewa jednak te podejrzenia. Okazuje się bowiem, że wszystkie "nowe" kraje Unii mają przed sobą dużo do nadgonienia. Jest to szczególnie dobrze widoczne, gdy spojrzymy na Irlandię, Hiszpanię i Portugalię, z którymi przecież zwykle porównuje się Polskę.

Dodatkowo, badania pokazują, że w obliczu przystąpienia do strefy euro, można się spodziewać szybkiego wzrostu kredytów w nowych krajach członkowskich (proces ten już następuje np. na Litwie, Łotwie i w Estonii, a także w Słowenii, które przecież są o wiele bliżej wspólnej waluty niż Polska). Obraz, który wyłania się z tych danych, to - po pierwsze - dość duży potencjał dla wzrostu zadłużenia gospodarstw domowych. Część z tego zapewne będzie nakierowana na zakupy nieruchomości, co oddala nieco widmo ewentualnych spadków cen. Po drugie, dość duże wyzwanie dla stabilności sektora bankowego, co może wiązać się z dalszymi próbami ograniczenia udziału kredytów walutowych, bo mamy do czynienia z ryzykiem walutowym dla klienta, które w bardzo prosty sposób może stać się ryzykiem kredytowym dla banku. Wreszcie, rosnący wskaźnik aktywów finansowych do PKB (w Polsce jest to około 300%, podczas gdy w strefie euro ponad 700%), a zwłaszcza większy odsetek gospodarstw domowych wykorzystujących kredyty sprawi, że mechanizm transmisji impulsów polityki pieniężnej poprawi się, choć nie jest to kwestia miesięcy, ale raczej lat.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama