Polityka wciąż odgrywa główną rolę na rynku długu. Na równi z inwestorami wcześniejszych wyborów boją się też partie populistyczne. Dlatego poranne zapowiedzi, że przyjmą propozycję PiS-u i wesprą rząd przez pół roku zostały przyjęte przez inwestorów pozytywnie. Czwartkowy poranek przyniósł więc umiarkowany wzrost cen obligacji. W Eurolandzie natomiast już z rana rynek długu znalazł się pod silną presją, czego rezultatem był znaczący wzrost rentowności (dla 10-letnich niemieckich bundów aż do 3,34%). Na notowania naszych papierów skarbowych wpływ to miało niewielki, inwestorzy w spokoju czekali bowiem na publikacje danych o produkcji przemysłowej.
Ten spokój został jednak zakłócony przez konferencję Jarosława Kaczyńskiego i zapowiedź dodania do paktu stabilizacyjnego również ustawy o NBP. Wprawdzie jej szczegóły nie ujrzały światła dziennego, jednak rynek odebrał to jako możliwość ingerencji w działalność RPP, więc ceny spadły.
O 16.00 dane GUS potwierdziły wcześniejszy trend. Produkcja rośnie bardziej, niż się spodziewamy, lecz nie powoduje to żadnej presji inflacyjnej. To dobre dane dla obligacji, jednak polityka znów okazała się ważniejsza i nie pozwoliła na wzrost. Mam jednak nadzieję, że do wcześniejszych wyborów nie dojdzie, a nowa ustawa o NBP okaże się wkrótce tylko wspomnieniem. Co więc powstrzyma RPP przed kolejnym cięciem stóp?