W czwartek około godz. 19 w Zakładzie Opakowań w Kętach, należących do Grupy Kęty, wybuchł groźny pożar. Ogień rozprzestrzenił się w hali produkcyjnej, w której znajdowały się maszyny drukarskie. Ewakuowano załogę i nikt nie został ranny. Pożar ugaszono około godz. 23. W piątek rano zarząd spółki poinformował, że nie zna na razie przyczyn pożaru. Zbada je specjalna komisja złożona z pracowników straży, policji, prokuratury oraz biegłych z zakresu bezpieczeństwa pożarowego. Zarząd poinformował też, że ze względu na prowadzone dochodzenie oraz zabezpieczenie terenu nie może wstępnie oszacować wielkości strat, jakie spowodował pożar i jego gaszenie. "Informacje na ten temat będą znane w ciągu najbliższych kilkunastu lub kilkudziesięciu godzin. Jednak już teraz należy się liczyć z ograniczeniem produkcji opakowań w Kętach. Majątek zniszczonej hali produkcyjnej był ubezpieczony" - napisał zarząd w komunikacie.
W piątek po południu spółka podała więcej szczegółów. W hali produkcyjnej, w której wybuchł pożar, znajdowało się 5 drukarek do nadruku metodą rotograwiurową. Trzy z nich to nowoczesne urządzenia, a dwie ponad 20-letnie. W celu utrzymania produkcji firma będzie zlecać usługi drukowania na zewnątrz. Pożar nie uszkodził walcowni folii aluminiowej oraz urządzeń do produkcji cylindrów drukarskich i nie miał wpływu na pozostały biznes Grupy Kęty. Zarząd spółki poinformował, że wstępne straty spowodowane pożarem szacowane są na 30-50 mln zł. Marek Czardyban, rzecznik oświęcimskiej straży pożarnej, powiedział PAP, że wstępne szacunki strat wynoszą 54 mln zł.
Grypa Kęty zapewnia, że utrzyma ciągłość dostaw. W tym celu chce wykorzystać zapasy, które utrzymywała dla niektórych klientów na wypadek nieprzewidywalnych zdarzeń. Zamierza też część produkcji wykonać w technologii fleksograficznej po konsultacji z odbiorcami wyrobów. Planuje przenieść operację nadruku do innych drukarni, które wyraziły już chęć współpracy. Spółka przerzuci też ciężar produkcji do swojego zakładu opakowań w Tychach i szybko zacznie inwestować. Zarząd Grupy Kęty po wstępnej analizie sytuacji jest przekonany, że w 2006 roku odbuduje większość utraconych mocy produkcyjnych. Szacuje też, że maksymalny, negatywny wpływ na wynik operacyjny grupy wyniesie około 20 mln zł (dla porównania narastająco po trzech kwartałach 2005 r. zysk operacyjny przekraczał 77 mln zł). Nie planuje zwolnień grupowych.
Michał Marczak z DI BRE Banku uważa, że po pożarze ten rok będzie trudny dla spółki. Może stracić część klientów. - Pytanie, czy spółka odbuduje się i odzyska klientów, czy będzie miała też problemy w 2007 roku - powiedział PAP M. Marczak. Jego zdaniem, tegoroczny wynik netto grupy może być gorszy o kilkanaście milionów złotych (prognoza na 2005 r. to 88 mln zł). Leszek Iwaszko z KBC Securities szacuje, że produkcja drukarek rotograwiurowych stanowiła około 15% sprzedaży Kęt. - W związku z pożarem i przy wysokich cenach aluminium można się spodziewać, że I kwartał pod względem wyników będzie słaby - stwierdził. Analitycy są przekonani, że po wznowieniu notowań kurs Grupy Kęty spadnie. Pytanie o ile?