Jeszcze kilka lat temu inwestycje akcyjne funduszy emerytalnych ograniczały się prawie wyłącznie do największych firm. Niektóre OFE w swoich portfelach nie miały niczego, co nie legitymowało się przynależnością do głównego indeksu warszawskiej giełdy. Jednak od 2003 roku sytuacja się zmieniła. Spółki zgrupowane w WIG20 na koniec tamtego roku stanowiły 77% inwestycji akcyjnych funduszy emerytalnych. Rok później było to 71,4%. Na koniec roku 2005 ten odsetek obniżył się do nieco ponad 66%. Odmiennie wygląda sytuacja, jeśli wziąć pod uwagę zaangażowanie funduszy w firmy z MIDWIG. W roku 2003 stanowiły one 18,65% inwestycji udziałowych OFE, w 2004 - 21,4%, a w 2005 - blisko 25%. Tyle że - zdaniem zarządzających - na tym może się skończyć.
Mali pod lupą
- Przy braku prywatyzacji proces dywersyfikacji portfeli akcyjnych OFE może zostać zatrzymany - twierdzi Michał Szymański, członek zarządu PTE Commercial Union. - Nie będzie dużych firm, które wprowadzałyby jakąś większą zmianę w stopniu koncentracji inwestycji akcyjnych funduszy. To oczywiście nie wyklucza uczestnictwa funduszy w ofertach na rynku pierwotnym - dodał.
Debiutów giełdowych spodziewają się bowiem wszyscy zarządzający - i równie zgodnie twierdzą, że najwięcej będzie małych i średnich firm prywatnych, które będą na giełdzie szukać kapitału na rozwój. Jednak nawet gdyby fundusze zdecydowały się na znaczne zaangażowanie i kupowały akcje takich firm w dużych ilościach, to i tak zaangażowanie OFE w akcje firm z WIG20 spadnie o 1-2% ich aktywów. W przypadku funduszu takiego jak Commercial Union owe 1-2% to 230-460 mln zł, a dla całego rynku 0,86-1,72 mld zł. Czyli spokojnie wystarczy na kilkanaście małych firm.
Jest jeszcze jeden czynnik, który powoduje, że mniejsze spółki mogą przestać tak dynamicznie wypierać firmy z WIG20 z portfeli funduszy emerytalnych. To zwykły lęk. Fundusz musi kupić sporo akcji takiej małej firmy, aby miała ona jakiś zauważalny wpływ na wyniki. To dodatkowo obniża i tak zwykle niewielką płynność akcji tego typu firm.