Reklama

Akcje dadzą zarobić

Coraz mniejszy udział w inwestycjach giełdowych funduszy emerytalnych mają największe firmy warszawskiego parkietu. Ofensywa małych firm, rozpoczęta przed trzema laty, była kontynuowana także w roku 2005. Ale - zdaniem części zarządzających - w tym roku może zostać zatrzymana.

Publikacja: 21.01.2006 07:34

Jeszcze kilka lat temu inwestycje akcyjne funduszy emerytalnych ograniczały się prawie wyłącznie do największych firm. Niektóre OFE w swoich portfelach nie miały niczego, co nie legitymowało się przynależnością do głównego indeksu warszawskiej giełdy. Jednak od 2003 roku sytuacja się zmieniła. Spółki zgrupowane w WIG20 na koniec tamtego roku stanowiły 77% inwestycji akcyjnych funduszy emerytalnych. Rok później było to 71,4%. Na koniec roku 2005 ten odsetek obniżył się do nieco ponad 66%. Odmiennie wygląda sytuacja, jeśli wziąć pod uwagę zaangażowanie funduszy w firmy z MIDWIG. W roku 2003 stanowiły one 18,65% inwestycji udziałowych OFE, w 2004 - 21,4%, a w 2005 - blisko 25%. Tyle że - zdaniem zarządzających - na tym może się skończyć.

Mali pod lupą

- Przy braku prywatyzacji proces dywersyfikacji portfeli akcyjnych OFE może zostać zatrzymany - twierdzi Michał Szymański, członek zarządu PTE Commercial Union. - Nie będzie dużych firm, które wprowadzałyby jakąś większą zmianę w stopniu koncentracji inwestycji akcyjnych funduszy. To oczywiście nie wyklucza uczestnictwa funduszy w ofertach na rynku pierwotnym - dodał.

Debiutów giełdowych spodziewają się bowiem wszyscy zarządzający - i równie zgodnie twierdzą, że najwięcej będzie małych i średnich firm prywatnych, które będą na giełdzie szukać kapitału na rozwój. Jednak nawet gdyby fundusze zdecydowały się na znaczne zaangażowanie i kupowały akcje takich firm w dużych ilościach, to i tak zaangażowanie OFE w akcje firm z WIG20 spadnie o 1-2% ich aktywów. W przypadku funduszu takiego jak Commercial Union owe 1-2% to 230-460 mln zł, a dla całego rynku 0,86-1,72 mld zł. Czyli spokojnie wystarczy na kilkanaście małych firm.

Jest jeszcze jeden czynnik, który powoduje, że mniejsze spółki mogą przestać tak dynamicznie wypierać firmy z WIG20 z portfeli funduszy emerytalnych. To zwykły lęk. Fundusz musi kupić sporo akcji takiej małej firmy, aby miała ona jakiś zauważalny wpływ na wyniki. To dodatkowo obniża i tak zwykle niewielką płynność akcji tego typu firm.

Reklama
Reklama

- Małe spółki i tak są już generalnie przebrane, a ich wyceny są stosunkowo wysokie - mówi pragnący zachować anonimowość zarządzający innym funduszem. - Wystarczy, aby te firmy zaczęły gorzej realizować swoje plany, a rozpocznie się korekta. A przy małej płynności zwykle oznacza to większą przecenę - dodaje.

Zapowiada się na dodatek, że w tym roku debiutujące spółki będą bardzo dokładnie analizowane przez zarządzających.

- Budząca wątpliwości jest jakość sprawozdań finansowych części spółek, na podstawie których inwestorzy decydują się na zakup akcji na rynku pierwotnym - uważa Szymański.

Rzeczywiście, zdarzało się, że firma, która chętnych na akcje kusiła dobrymi prognozami, po debiucie miała problemy z ich dotrzymaniem. W rezultacie nowi na rynku w 2006 będą pewnie oglądani o wiele dokładniej niż ich poprzednicy, i część z nich nie spełni kryteriów postawionych przez OFE.

Jednak na tym, na czym stracą mali - czyli niskiej płynności i niewielkim zaufaniu - zarobią więksi i najwięksi, czyli spółki, które rynek zna, zdążył już prześwietlić i na dodatek mogą się wykazać zadowalającą płynnością.

Czyli całkiem prawdopodobne, że wyceny firm z WIG20 będą rosły szybciej niż innych. Chyba że średnie firmy, które dobrze sobie radziły w latach poprzednich, nadal będą szybko się rozwijać.

Reklama
Reklama

- Trend polegający na wzroście znaczenia mniejszych firm w portfelach OFE będzie kontynuowany - uważa Marek Sojka, główny strateg OFE PZU. - Będą pojawiać się nowe firmy, a obecne już na giełdzie będą się rozwijać. Wystarczy zwrócić uwagę, że te spółki, w które jeszcze pięć lat temu nie było sensu inwestować, teraz już nadają się do kupowania.

Perspektywy są dobre

O tym, że na akcjach będzie można zarobić także w tym roku, zarządzający są przekonani.

- Stopa zwrotu będzie niższa niż w 2005 roku, ale nadal wyższa niż z obligacji - mówi Sojka.Niektórzy jednak wydają się bardziej ostrożni.

- Niewątpliwie obecna sytuacja na rynku oraz tempo wzrostu cen akcji skłania niektórych, zwłaszcza nowych inwestorów, do dużego optymizmu. Jednak możliwość utrzymania takiej dynamiki wydaje się dość wątpliwa - twierdzi Szymański.

Ale wątpliwości dotyczące tempa wzrostu cen akcji nie obejmują całej gospodarki. Ta powinna bowiem rozwijać się szybko. Za uzasadnienie tej tezy mogą posłużyć choćby ostatnie dane makroekonomiczne. Mamy niską inflację, co powinno skłonić RPP do obniżki stóp procentowych. Niższe stopy to z jednej strony większa skłonność do zaciągania kredytów, które można przeznaczyć np. na zakup mieszkania czy innych dóbr, z drugiej zaś mniejsze obciążenia osób już spłacających pożyczki. Czyli tak czy owak - konsumpcja powinna rosnąć, zwłaszcza że emeryci i renciści dostaną więcej pieniędzy do ręki. Według części analityków, już w tej chwili da się zaobserwować jej wzrost, choćby w ostatnich danych o produkcji przemysłowej. A ta rośnie i powinna rosnąć nadal. Skoro firmy produkują coraz więcej, mają coraz liczniejsze grono nabywców na swoje towary. Większy obrót to większy zysk. Co prawda, ta zasada nie działa zawsze w przypadku eksporterów, gdzie jeszcze w grę wchodzi wysoka cena złotego, ale tutaj też nie powinno być o wiele gorzej niż obecnie.

Reklama
Reklama

- Nie spodziewam się, aby kurs złotego zmienił się zbyt mocno w stosunku do obecnej sytuacji - i to ani w górę, ani w dół - twierdzi Sojka.

Nikt nie kryje, że jest ryzyko. W kraju to przede wszystkim ryzyko polityczne, i to niekoniecznie związane z nowymi wyborami. Przecież w ubiegłym roku i elekcja, i fiasko tak oczekiwanej przez wielu koalicji nie zaszkodziło rynkowi, który bez problemu bił kolejne rekordy. Gorzej byłoby, gdyby teraz powstała koalicja, która będzie wydawać budżetowe pieniądze rozrzutną ręką, albo rozrzutne ugrupowania doszły do władzy w wyniku nowych wyborów. Jednak przynajmniej na razie sondaże pokazują, że niezbyt lubiane przez rynek ugrupowania nie mają wielkich szans na dominację w przyszłym parlamencie.

Dlatego wielu analityków zwraca uwagę na to, co może się zdarzyć poza krajem. I nie chodzi tu o ceny ropy, które choć wysokie, nie przełożyły się nawet na wzrost inflacji, ale o kondycję gospodarki Stanów Zjednoczonych. Podwyżka stóp, jaką według oczekiwań Fed zaaplikuje tamtej gospodarce, może przerodzić się w spowolnienie tempa wzrostu. Na dodatek, obecny boom na rynku nieruchomości w USA napędzany jest w przeważającej części przez kredyty. Jeśli koszty ich obsługi wzrosną, doprowadzi to do obniżenia konsumpcji Amerykanów.

Pytanie tylko, jak bardzo niski wzrost gospodarczy w USA odbije się na Polsce. Nie wiadomo. Na razie jednak wszyscy liczą, że wzrost gospodarczy w naszym kraju będzie wyższy niż ubiegłoroczny (szacowany na około 3,3%) i zbliży się do 5%.

Gdzie to budownictwo?

Reklama
Reklama

Biorąc pod uwagę informacje płynące z rządu, wydaje się, że najlepszą branżą do inwestowania powinno być w tym roku budownictwo. Premier Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedział ostatnio, że w przyszłym roku budowa dróg i autostrad pochłonie 6 mld zł. Ciągle nie jest jeszcze jasne do końca, jak rząd będzie chciał wspierać budownictwo mieszkaniowe. Ale jeśli to zrobi, może to doprowadzić do wzrostu popytu na usługi firm budowlanych. A także mogłoby spowodować wzrost zainteresowania akcjami firm z tej branży. Mogłoby, gdyby było co kupować.

- Nie ma na giełdzie interesujących firm budowlanych. Te, które są notowane, są albo zbyt małe, albo zbyt słabe - mówi Sojka.

Rzeczywiście, firmy, które byłyby w stanie realizować wielkie inwestycje infrastrukturalne, mają już inwestorów branżowych, którzy zapewne nie będą chcieli dzielić się władzą w zamian za kapitał. Podobnie jest z przedsiębiorstwami, które zajmują się stawianiem budynków mieszkalnych. Co prawda, jest kilka firm prywatnych, które mogłyby zwrócić uwagę funduszy emerytalnych, ale z ich wcześniejszych deklaracji o debiuciePrzykład GTC pokazuje, że karierę w portfelach OFE mogliby zrobić deweloperzy.

Do tej pory, gdy była mowa o inwestycjach, obok budownictwa jednym tchem wymieniano także spółki informatyczne. Tyle że w ubiegłym roku prognozy mówiące o powrocie ery firm informatycznych się nie sprawdziły. Zawiodły oczekiwania, że duże zamówienia publiczne doprowadzą do szybkiego wzrostu zysków i wycen tych firm. Część zarządzających funduszami nie kryje, że trzymanie się możliwie z dala od sektora informatycznego w ubiegłym roku poprawiało wyniki.

I jakoś nie widać dużych szans na odwrócenie tej tendencji. Rząd postawił na inwestycje infrastrukturalne, a wielkie projekty informatyczne na razie leżą odłogiem. Sytuacja polityczna i procedury przetargowe nie rokują nadziei na poprawę sytuacji w tym roku.

Reklama
Reklama

Dobrym typem wydają się spółki surowcowe. Wysokie ceny surowców oznaczają duże wpływy z marż. Tyle że znowu - nie bardzo jest co kupować. Fundusze obkupiły się po uszy akcjami KGHM, których wycena zaczyna i tak budzić wątpliwości. Mają także bardzo dużo walorów PKN Orlen i sporo Lotosu. Jest jeszcze PGNiG, z tym że nadal do końca nie wiadomo, co będzie dalej z tą spółką.

Jak zwykle - są jeszcze banki. Radziły sobie dobrze ostatnio i - zdaniem zarządzających - pod tym względem nie powinno się nic zmienić. Przychody z inwestycji w obligacje w coraz większym stopniu są zastępowane wpływami z różnego rodzaju marż, od kredytowych zaczynając. Ten proces będzie trwał nadal, za czym przemawia porównanie wskaźników zadłużenia Polaków i innych obywateli Unii Europejskiej w bankach. Inna sprawa, że banków raczej ubywa niż przybywa, a głównym powodem są fuzje. Jeśli dojdzie do fuzji BPH i Pekao, zniknie kolejny bank. Gdyby przyjąć, że OFE utrzymają swoje zaangażowanie w nowej instytucji na poziomie z końca 2005 roku, to zdystansuje ona pod tym względem TP SA, choć nadal będzie jej sporo brakować do ulubieńca funduszy, czyli PKN Orlen.

Wzrost, gdzie nie spojrzeć

Ale brak jakichś wybranych typów inwestycyjnych nie oznacza, że biura obsługujące fundusze przestaną dostawać zlecenia kupna akcji. - Jak mówią zarządzający OFE - "cash płynie", a skoro są pieniądze, będzie trzeba je inwestować. Na dodatek, na wzroście gospodarki powinna skorzystać praktycznie każda z branż notowanych na GPW. Oczywiście, niektóre spółki będą radzić sobie gorzej, ale będą to raczej wyjątki potwierdzające generalną zasadę. A ta - według szefów PTE - brzmi: wolniej, ale w górę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama