Po czwartkowej sesji, która zakończyła się prawie 3,3-proc. wzrostem marcowych kontraktów terminowych na indeks WIG20 i nowym rekordem wszech czasów, rynek terminowy był w szampańskich nastrojach. Gdy w czwartek wyraźnym wzrostem zakończyły się notowania za oceanem, atmosfera jeszcze bardziej się poprawiła, a wzrost kontraktów w piątek był najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
Jednak słabe zachowanie DAX-a oraz kontraktów na główne amerykańskie indeksy nie dało poszaleć kupującym. I to mimo, że przez cały dzień indeks dużych spółek pozostawał na plusach. Ale nawet wówczas trudno było zakładać, że kontrakty zakończą dzień prawie
0,8-proc. spadkiem. Co więcej, trudno było zakładać, że baza spadnie do
-4,7 pkt z +41,5 pkt dzień wcześniej. Wyprzedaż kontraktów nastąpiła pod koniec sesji. Tak gwałtowna reakcja w połączeniu z ujemną bazą nie pozwala jeszcze ogłosić końca hossy, który to powinien charakteryzować się ogólną euforią. Tymczasem zamiast euforii jest strach, a giełdy wspinają się po ścianie strachu.
Sytuacja techniczna na wykresie FW20H6, pomimo piątkowego spadku i wyrysowanej na wykresie dziennym świecy o czarnym korpusie wskazuje na bardzo duże prawdopodobieństwo kontynuacji wzrostu. I to niezależnie czy analizuje się wykres w ujęciu dziennym, czy też tygodniowym. Przewaga popytu jest na tyle duża, że posiadanie krótkich pozycji jest wyjątkowo ryzykowne. W zasadzie tylko negatywne dywergencje oraz... brak nadziei na spadki to jedyne wsparcie dla niedźwiedzi. To jednak za mało.