Piątkowa sesja była kontynuacją tego, co dzieje się na rynkach regionu od środy. WIG20 szczyty intraday z 9 stycznia kosmetycznie poprawił już z rana. Testowanie analogicznych poziomów oglądaliśmy na czeskim PX50, a węgierski BUX zwycięsko zmierzył się ze szczytem z 11 stycznia. O Rosji i Turcji nie wspominam, bo tam cały czas w ostatnich tygodniach mamy euforię zakupów. Ostatnia medialna paniczna teoria o nagłym wycofywaniu zagranicznych środków z emerging markets została w ten sposób szybko obalona. Dystrybucja akcji trwa trochę dłużej.

Warto zauważyć, że tym razem kontrakty od samego początku sesji podchodziły do tego wzrostu WIG20 zdecydowanie mniej optymistycznie. Nawet nie poprawiliśmy szczytu na 2953 pkt i wyraźnie w ciągu dnia spadła baza (pomijam tu końcówkę notowań). Teoretycznie to dobrze, bo najtrwalszy wzrost odbywa się właśnie w atmosferze takiej niepewności. Ale z drugiej strony faktycznie nie sposób nie zauważać pojawiających się sygnałów przegrzania rynku. Proszę choćby spojrzeć na indeksy mniejszy spółek. Trzeba też zauważyć, że wzrost WIG20, choć poparty zachowaniem regionu, to w ostatnich dniach inicjowany był przez koszyki kupna. Takie wyciąganie indeksu to po części arbitraż, a po części czysta spekulacja (czytaj - manipulacja poziomem indeksu). To trwałości ruchu nie służy.

Dopóki jednak złoty jest odporny na polityczne zawirowania, dopóty rynek utrzyma się w pobliżu szczytów. Mimo sporego wzrostu w tym tygodniu nie zmieniałbym teraz swojej opinii z ostatniej Analizy Weekendowej i w przyszłym tygodniu nawet jeśli przekroczymy szczyty hossy, to będzie to tylko kosmetyczne poprawienie rekordów. Na mocniejszy ruch w górę na kolejnych sesjach bym nie liczył, niezależnie od politycznych rozstrzygnięć 24 stycznia.