Kiedy w niedawnym wywiadzie z Mikołajem Habitem (PARKIET z 24 grudnia), wiceprezesem Próchnika, pytaliśmy, czy istnieje Elżbieta Sjoeblom, chodziło nam nie tylko o to, czy istnieje fizycznie, ale i o to, czy jedynie firmuje nazwiskiem różne, w tym bardzo kontrowersyjne, inwestycje giełdowe, czy też jest ich rzeczywistym uczestnikiem. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi, a w każdym razie mało konkretną. Podobnie, niestety, jak na wiele innych, bardzo ważnych dla inwestorów, pytań.

Piątkowe doniesienia "Rzeczpospolitej" sugerują, że - tak zwykle skłonni do rozmowy i opowieści o projektach inwestycyjnych - pełnomocnicy inwestorki nieprzypadkowo w jej sprawach zachowują dyskrecję. Zapewnienia o bardzo skromnym życiu pani Sjoeblom i nieodpartej potrzebie zachowania prywatności od początku miały w sobie coś z dziwactwa. Prywatność na rynku publicznym ma z natury rzeczy pewne granice. Poza nimi jest albo strefa niepotrzebnych domysłów i spekulacji, albo - szara strefa. Prasowe doniesienia o kryminalnej przeszłości syna pani Sjoeblom i jego zainteresowaniu giełdą sugerują - czy ktoś tego chce, czy nie - że mogło chodzić o tę drugą.

Inwestycje pani Sjoeblom i sposób ich realizacji od początku budziły kontrowersje (dla przykładu, opisywany przez nas casus zakupu akcji Próchnika, wywindowania kursu i sprzedaży akcji z ogromnym zyskiem - powtórzony niedawno w Budopolu Wrocław, czy niechęć do ogłoszenia wezwania na akcje Budopolu). Wątpliwości i kontrowersje nasilały się choćby z powodu podejrzeń o manipulację notowaniami, np. Ganta. Nie odstraszały one oczywiście graczy rozmiłowanych w spekulacji. Ale problem narastał. Zwłaszcza że wylewność pełnomocników pani Sjoeblom w wypowiedziach dla prasy i na internetowych forach dyskusyjnych nie dotykała istoty problemu - wiarygodności tajemniczej inwestorki. Teraz już chyba za późno - nie ma już tego problemu. Może być co najwyżej mowa o odbudowie zaufania rynku. Jeśli w ogóle będzie to możliwe: nie wiemy przecież, czego dowie się KPWiG w toku swoich - zaawansowanych, o ile mi wiadomo - postępowań.

Pani Sjoeblom i - jak się przekonałem - także jej pełnomocnicy są ze Skierniewic. W tym małym spokojnym mieście mieszka wielu bardzo porządnych ludzi - wiem dobrze. Ale to mimo wszystko za słabe świadectwo wiarygodności. Bo wiem też równie dobrze, kto był mózgiem słynnego giełdowego projektu pod nazwą 4Media, po którym wielu inwestorów nie otrząsnęło się do dziś. Prokuratura do tej pory nie uporała się ze śledztwem w sprawie złamania chyba wszelkich giełdowych regulacji przez prezesów 4Media, w tym Dariusza Kaszubskiego, swego czasu skierniewickiego biznesmena.

Nic nie byłoby równie przykre dla giełdowych inwestorów, jak uczucie déjŕ vu. Ale w jakiejś mierze, przynajmniej na razie, trudno będzie mu się chyba oprzeć. Problem jest zresztą szerszy, niż by się wydawało. Chodzić może nie tylko o spółki ze stajni pani Sjoeblom. Kto wie, czy wkrótce w jakimś stopniu nie będą mówić o nim akcjonariusze innych spekulacyjnych faworytów, np. Fonu... (polecam poniedziałkowy PARKIET).