Reklama

Lepiej dzięki kursom

Ubiegłoroczny zysk NBP planowano na niespełna pół miliarda złotych. Był jednak ponaddwukrotnie większy. Dodatkowe dochody pojawiły się pod koniec roku, kiedy wiadomo było m.in. o projekcie nowelizacji ustawy o NBP przygotowanym przez Samoobronę. Wynik znacznie lepszy od planu NBP wyjaśnia niuansami w rachunkowości.

Publikacja: 23.01.2006 08:24

Zysk NBP wyniósł w 2005 1,2 mld zł (to wciąż wstępne dane), choć według planu finansowego miał kształtować się na poziomie ok. 500 mln zł. Lepszy wynik oznacza większe wpływy do budżetu. Tegoroczna wpłata z zysku banku centralnego będzie o ponad 700 mln zł wyższa od kwoty ujętej w pierwotnym projekcie budżetu. Dodatkowe środki posłużą sfinansowaniu wyższych wydatków budżetu - to NBP zapłaci m.in. za "becikowe".

Grudniowy skok wyniku

Jakie były źródła wyższego wyniku banku centralnego i czy informacja o większym zysku nie mogła pojawić się wcześniej niż dopiero w pierwszych dniach stycznia? Według Grażyny Gielecińskiej, dyrektor Departamentu Operacyjno-Rachunkowego NBP, najważniejszym czynnikiem, który miał wpływ na wzrost wyniku finansowego NBP, były zrealizowane różnice kursowe. Przyczyniły się one do wzrostu wyniku banku centralnego o około 840 mln zł. Zrealizowane dodatnie różnice kursowe powstają między innymi wówczas, gdy zmniejsza się ilość waluty obcej (np. w związku ze sprzedażą) i następuje to po kursie wyższym niż średni koszt, po jakim waluty pozyskiwano w przeszłości (tzw. średni koszt zasobu waluty). Różnice te nie są uwzględniane w planie finansowym. Wynika to z faktu, że w planie finansowym kursów walut się nie planuje - bank wykorzystuje po prostu kursy bieżące.

Według Grażyny Gielecińskiej, wpływ na tę pozycję miały również inne niż w przypadku rezerw dewizowych zasady wyceny aktywów i zobowiązań NBP niezwiązanych z zarządzaniem rezerwami dewizowymi. W tym wypadku zarówno zrealizowane, jak i niezrealizowane różnice kursowe zaliczane były do wyniku finansowego. Rozwiązanie takie, ze względów informatyczno-technicznych (chodzi o wdrożenie nowego systemu księgowego), było stosowane do końca 2005 r. W konsekwencji znaczna część różnic kursowych pojawiła się w przychodach banku w ostatnich miesiącach 2005 r., co w głównej mierze było rezultatem poziomu kursów walut.

Gdyby nie rachunek,

Reklama
Reklama

byłaby strata

Jak zaznacza przedstawicielka NBP, w bilansie banku pojawiają się także niezrealizowane różnice kursowe. Na koniec roku ujemne niezrealizowane różnice kursowe zmniejszają wynik finansowy. W ub.r. miały one wartość ok. 3,2 mld zł. O tyle niższy byłby wynik NBP (bank miałby więc stratę), gdyby nie rachunek rewaluacyjny, z którego "pokrywane" są straty wynikające ze zmian kursów walut. - Specyficzny był rok 2004, kiedy rozwiązano rachunek na ponad 20 mld zł. Gdyby nie rachunek rewaluacyjny, NBP miałby wówczas około 16 mld zł straty. Na koniec ub.r. rachunek miał wartość ponad 4 mld zł - wyjaśnia dyrektor Gielecińska.

Gdyby złoty umocnił się w tym roku w większym stopniu, zostałby "skonsumowany" cały rachunek rewaluacyjny. Od tej pory każde umocnienie złotego prowadziłoby do pojawienia się ujemnego wyniku finansowego NBP. To powód, dla którego wiele banków centralnych, których waluty zyskują na wartości, mają do czynienia ze stratami.

Zmienność kursów walutowych i stóp procentowych powoduje, że zysk banku centralnego może się znacznie wahać nawet w krótkich okresach. Dlatego właśnie przy wysokiej niepewności na światowych rynkach finansowych, ale również i na krajowym, nie można było precyzyjnie określić, jakim wynikiem zamknie się rok 2005. Zysk może zmieniać się np. o dziesiątki a nawet setki milionów złotych w ciągu kilku dni, a nawet... godzin. - Na przykład 30 grudnia w ciągu dwóch godzin rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich wzrosła z 4,34% do 4,40% - przypomina Grażyna Gielecińska. Zwraca uwagę, że wzrost zagranicznych stóp procentowych na zagranicznych rynkach finansowych zaledwie o 10 punktów bazowych to dla banku wynik mniejszy o ok. 200 mln zł. Komentarz

Bank centralny już zaskakiwał

NBP już raz pokazał, że jest w stanie zaskoczyć wysokością zysku. W 2002 roku Grzegorz Kołodko, ówczesny minister finansów, aby załatać dziurę w budżecie, chciał sięgnąć po część rezerwy rewaluacyjnej. Chciał, aby NBP wypłacił ok. 9 mld zł z tego źródła. Przedstawiciele banku centralnego tłumaczyli, że to niemożliwe, bo rezerwa jest faktycznie zapisem księgowym, który zmienia się, gdy

Reklama
Reklama

wahają się kursy walut, jakie posiada NBP. Ostatecznie

z rozwiązania rezerwy nic nie wyszło, jednak bank centralny poinformował, że w 2003 r. wpłaci do kasy państwa

o 1,1 mld zł więcej niż szacował wcześniej. Wówczas powodem nadprogramowych zysków były ostrożne prognozy tempa spadku zagranicznych stóp procentowych, szybsze od przewidywanych spadki stóp w kraju, mniejsza zmienność kursu złotego i szybki spadek nadpłynności w sektorze bankowym.

Inna sprawa, że gdyby G. Kołodko zabrał owe 9 mld zł z rezerwy rewaluacyjnej, teraz zysku NBP już by nie było.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama