Ogłoszona w ostatnich dniach decyzja nie była większym zaskoczeniem, gdyż Schapiro kierowała działem regulacyjnym NASD przez minioną dekadę. Jednak przejęcie przez kobietę kierownictwa nad jedną z najważniejszych organizacji na Wall Street jest ewenementem w środowisku zdominowanym przez mężczyzn.
Schapiro nie pierwszy raz udało się przebić "szklany sufit" - jak w USA określa się niemożność awansowania przedstawicielek płci pięknej na najwyższe szczeble korporacyjnej drabiny. Jeszcze w latach 80. Mary Schapiro została nominowana przez prezydenta Ronalda Reagana do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). W 1993 r., przez krótki czas, pełniła nawet (na życzenie prezydenta Billa Clintona) obowiązki przewodniczącej SEC. Potem, na trzy lata, została przewodniczącą Commodity Futures Trading Commission (CFTC) - agencji regulującej giełdy surowcowe w USA. Schapiro dała się w 1994 r. poznać z dowcipnej riposty. Gdy obejmowała kierownictwo w CFTC, szef chicagowskiej giełdy towarowej Thomas Donovan oświadczył, że nie da się zastraszyć "blondynce o wzroście 5 stóp i 2 cali". Schapiro przyznała, że co prawda jest blondynką, ale jej wzrost to 5 stóp i 5 cali, czyli o 8 centymetrów więcej niż sugerował Donovan.
Do NASD (wówczas jeszcze pod nazwą National Association of Securities Dealers) trafiła w momencie, gdy organizacja była pod ostrzałem krytyki za nienależyty nadzór nad spółkami notowanymi na Nasdaqu. Stworzone przez nią nowe mechanizmy regulacyjne stały się wzorem dla całej Wall Street. Z doświadczeń NASD skorzystała m.in. starsza siostra Nasdaqu - New York Stock Exchange - która skopiowała część rozwiązań.
Nowy Jork