W poniedziałek właściciela zmieniło ponad 72 tys. akcji Grupy Kęty. To najwyższy wolumen od 15 grudnia 2005 r. Kurs spadł do najniższego poziomu od miesiąca. W piątek notowania były zawieszone, ponieważ w czwartek wieczorem w Zakładzie Opakowań w Kętach (należącym do Grupy Kęty) wybuchł groźny pożar. Straty szacowane są na 30-50 mln zł. Obiekt i majątek, które się w nim znajdowały, były ubezpieczone. W hali było 5 drukarek do nadruku metodą rotograwiurową, w tym trzy to nowoczesne maszyny. Zarząd spółki szacuje, że z powodu pożaru tegoroczny zysk z działalności operacyjnej grupy może być niższy o około 20 mln zł.
Co z klientami, dywidendą,
przejęciami?
- Będziemy robić wszystko, żeby utrzymać klientów. Będziemy m.in. zlecać produkcję innym zakładom konkurencyjnym i jak najszybciej odbudowywać zdolności u siebie. Nie jesteśmy w stanie oszacować, ilu klientów stracimy. Być może jakąś część mniejszych firm, która szybciej potrzebuje towaru. Duże koncerny międzynarodowe powinno nam się udać zatrzymać. Potwierdziły, że nadal będą z nami współpracować na takich samych zasadach, jak dotychczas - powiedział Adam Piela, który od początku stycznia jest dyrektorem finansowym Grupy Kęty. Jego zdaniem, skutki finansowe pożaru nie wpłyną na zmianę polityki dywidendowej firmy. - Tak jak wcześniej zapowiadaliśmy, do 50% skonsolidowanego zysku netto Grupy Kęty zarząd może rekomendować na wypłatę dywidendy. Jedynie duża akwizycja mogłaby wpłynąć na zmianę tej polityki - poinformował dyrektor Piela. Dodał, że rozmowy w sprawie przejęcia firm trwały i trwają nadal. Podkreślił, że spółka nie chce kupować podmiotów działających w segmencie opakowań giętkich.
Zakup nowych drukarek