Indeks Nikkei zniżkował w poniedziałek o 336,04 pkt, czyli 2,14%, i na zamknięciu miał wartość 15 360,65 pkt. Wskaźnik od początku ubiegłego tygodnia stracił 6,7%. Jego spadek spowodowany jest obawami inwestorów o skutki wszczętego przez japońską prokuraturę śledztwa w sprawie domniemanych defraudacji i oszustw popełnionych przez zarząd dużej spółki internetowej Livedoor. Jej szefowie prawdopodobnie fałszowali sprawozdania finansowe i ukrywali straty. W aferę wciągnięte są już inne firmy. Wczoraj prokuratura przesłuchała 33-letniego Takafumi Horie, szefa i założyciela Livedoora. Został potem aresztowany razem z trzema innymi pracownikami.

Horie startował we wrześniowych wyborach parlamentarnych jako niezależny kandydat, ale miał silne poparcie partii obecnego premiera Junichiro Koizumiego. Wczoraj w parlamencie Seiji Maehara, lider opozycyjnej Partii Demokratycznej, zarzucił szefowi rządu poparcie dla człowieka zamieszanego teraz w wielką aferę.

Papiery Livedoora od ubiegłego poniedziałku do wczoraj potaniały w Tokio z 6,03 USD do 2,2 USD.

Niepokojów nie zdołały uśmierzyć przeprowadzone podczas weekendu próby usprawnienia i rozbudowania tamtejszego systemu transakcyjnego, który w ubiegłym tygodniu zawiesił się po wybuchu panicznej wyprzedaży. Zmodyfikowany system pozwoli przeprowadzić 5 mln transakcji dziennie, a nie - jak dotąd - maksimum 4,5 mln. Na razie jednak tokijska giełda będzie pracować o 30 minut krócej i będzie przerywać operacje, gdy liczba transakcji dojdzie do 4,5 miliona.

AP