Piątkowa przecena na amerykańskich rynkach nie została wczoraj wykorzystana przez inwestorów do zakupów po atrakcyjnych cenach. S&P 500 w pierwszej połowie dnia zyskiwał symbolicznie, co oznaczało, że spadek z poprzedniej sesji wywołał raczej duże zaniepokojenie, niż był rozpatrywany jako dogodna okazja do napełnienia portfeli. Nie wróży to dobrze amerykańskiej giełdzie.

Pesymistyczne wnioski płyną również z analizy wykresu. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat ani razu nie powstała na dziennym MACD negatywna dywergencja. Teraz jest ona wyraźnie widoczna. Zapowiada zwrot koniunktury i przestrzega przed dynamicznym charakterem zniżki. Wobec tego S&P 500 w niedługim czasie powinien dotrzeć do 1245 pkt, gdzie wypada sierpniowy szczyt i znajdują się dołki z IV kwartału 2005 r. Tutaj zapewne rozegrają się kluczowe z punktu widzenia koniunktury w dłuższym terminie zdarzenia. Przełamanie tej bariery byłoby złym prognostykiem na resztę roku.

Ostatni spadek niemieckiego DAX-a spowodował, że histogram dziennego MACD znalazł się na poziomie, przy którym kończyły się trzy poprzednie spadki - wiosną, latem i jesienią 2005 r. Na tej podstawie można byłoby zakładać, że zniżka dobiega końca. Jeśli jednak podaż nie odpuści, ruch w dół będzie kontynuowany i histogram spadnie poniżej minimów z ubiegłego roku, to perspektywy niemieckiego rynku zaczną wyglądać nie najlepiej. Zwiększy się prawdopodobieństwo, że ten rok będzie przebiegał pod znakiem korekty fali wzrostowej, zapoczątkowanej w sierpniu 2004 r. Więcej w tej kwestii będzie można powiedzieć, gdy skala zniżki od styczniowego szczytu przekroczy zakres poprzednich korekt. W czasie październikowej przeceny DAX stracił 6,5%. Teraz jest to 3,5%.

Pierwsza sesja tygodnia pokazała, że wyprzedaż sprzed kilku dni na japońskiej giełdzie nie była przypadkowa. Nikkei pogłębił ostatni dołek. Na razie spadek można traktować jako ruch powrotny do przełamanej linii bessy, łączącej szczyty z 1990 i 2000 r. Zamknięcie poniżej 14,5 tys. pkt spowoduje, że indeks wróci poniżej niej. To zaś przekona, że teorie o końcu trendu malejącego były przedwczesne.