Już ponad 9% zyskał od początku roku WIG20. Na tę chwilę styczeń wypada lepiej niż zapowiadała to i tak bardzo optymistyczna statystyka (średnio 7,3% po 1995 roku), ale warto zwrócić uwagę, że w dwóch poprzednich latach pierwszy miesiąc miał dwa oblicza - po początkowym wzroście następował dość gwałtowny odwrót od akcji. Takiego scenariusza nie można wykluczyć w tym roku, choćby ze względu na coraz wyższą zmienność. Właśnie ten czynnik sprawia, że krajowy rynek akcji wyróżnia się na tle regionu. Dla węgierskiego BUX, czeskiego PX50 i austriackiego ATX szczyt zmienność (mierzonej 10-dniowym ATR) przypadł na okolice dołka październikowej korekty. W przypadku WIG20 i rosyjskiego RTS zeszłoroczne maksima zmienności zostały już przekroczone. Ruchy naszego rynku mogą być zatem wyjątkowo gwałtowne, wzmagane dodatkowo brakiem płynności. W ten sposób można interpretować zachowanie akcji KGHM, które na zamknięcie poniedziałkowej sesji skoczyły do 82 zł, bo zabrakło chętnych do sprzedaży walorów. Wczoraj mieliśmy odreagowanie tego gwałtownego wzrostu, co doprowadziło do mało zrozumiałej dla przeciętnego inwestora sytuacji, w której kurs zdecydowanie najważniejszej spółki w WIG20 spadł o 5,4%, a mimo tego indeks zyskał na wartości.
Składając zlecenia na dzisiejszą sesję inwestorzy będę już prawdopodobnie wiedzieli, czy Sejm uchwalił tegoroczny budżet. Jego zatwierdzenie teoretycznie usunie tylko polityczną niepewność - oznaczać będzie bowiem nieprzewidywalną koalicję PiS z partiami jeszcze bardziej populistycznymi. Euforyczna reakcja na uchwalenie budżetu będzie bardzo prawdopodobnym sygnałem wykreślenia szczytu.
Przeciw gwałtownym ruchom w dół naszego rynku przemawia zachowanie europejskich i latynoamerykańskich rynków wschodzących. Te dwa regiony wciąż znajdują się "w gazie" - w przeciwieństwie do azjatyckich emerging markets zignorowały praktycznie zeszłotygodniowe tąpnięcie na rynku amerykańskim. Kursy akcji wciąż dyktują tutaj drogie metale i ropa.