Reklama

Sejm przyjął budżet 2006, rząd zapowiada poprawki w Senacie

Warszawa, 25.01.2006 (ISB) - Sejm przyjął we wtorek o północy projekt ustawy budżetowej na 2006 rok. Za głosowało 269 posłów, 180 było przeciw przy dwóch posłach wstrzymujących się. W ciągu ośmiu godzin głosowań posłowie odrzucili większość z 220 poprawek, w tym te zgłoszone przez Platformę Obywatelską (PO).

Publikacja: 25.01.2006 08:06

Zgodnie z zapowiedziami rządzące Prawo i Sprawiedliwość (PiS) uzyskało w głosowaniu poparcie Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin (LPR) i Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL). Przeciw głosowało PO i Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD).

Ostatecznie dochody budżetu ustalono na 194,9 mld zł, a wydatki - na 224,2 mld zł, co dało deficyt budżetowy w wysokości 29,2 mld zł. W 2005 roku deficyt wyniósł 28,6 mld zł.

Po głosowaniu premier Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedział, że rząd poprosi senatorów o poprawienie ustawy.

Według premiera, posłowie za bardzo obcięli pieniądze na obsługę długu publicznego, a także na kancelarię Senatu, premiera i prezydenta.

"Poprawki, przyjęte przez wysoką izbę budżet ten w kilku miejscach bardzo niekorzystnie zmieniają" - powiedział Marcinkiewicz w Sejmie.

Reklama
Reklama

Także wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska skrytykowała obniżenie środków na obsługę długu zagranicznego.

"Posłowie dają zupełnie niejednoznaczny wyraz swoim wyobrażeniom o kursie złotówki. Z jednej strony sugerują, że chcieliby, żeby złotówka była słabsza, a z drugiej strony - ścinają koszty obsługi długu publicznego, skłaniając rząd do walki o jeszcze silniejszą złotówkę" - powiedziała Gilowska dziennikarzom.

Senat zajmie się budżetem na posiedzeniu zaplanowanym na 30-31 stycznia. Jeśli izba wyższa wprowadzi zmiany w ustawie, wróci ona do Senatu. Oznaczałoby to niedotrzymanie 4-miesięcznego terminu na prace parlamentu nad budżetem, co otworzyłoby prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu możliwość rozwiązania Sejmu.

Szef PiS Jarosław Kaczyński podtrzymał jednak opinię, że prezydent ogłosi nowe wybory tylko wtedy, jeśli okaże się, iż nie można zbudować trwałej większości.

"Ja sądzę, że 1 lutego, jeżeli nie zajdą jakieś szczególnie okoliczności, prezydent Rzeczypospolitej, a przy okazji mój brat, jednak parlamentu nie rozwiąże. To jest, oczywiście, jego decyzja, ale nie wydaje mi się, żeby skorzystał z pierwszego terminu. Natomiast jeżeli zobaczy, że sytuacja jest beznadziejna, że tu się rządzić po prostu nie da, no to wtedy pewnie rozwiąże" - powiedział Kaczyński dziennikarzom po sejmowych głosowaniach. (ISB)

tom

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama