Już szósty raz w tym roku indeks WIG20 poprawił rekord wszechczasów. Wczorajsza sesja nie przyniosła sygnałów, które mogłyby wskazywać na przesilenie, zakładam zatem, że dotychczasowy trend będzie kontynuowany. Wyznaczająca go linia trendu znajduje się na poziomie 2766 pkt i niemal dokładnie pokrywa się z lokalnym dołkiem z 16 stycznia. Tutaj też znajduje się luka hossy z 4 stycznia. Wskaźnik ATR z 10 sesji, którego wartość zbliża się do 50 pkt informuje, że w razie zapoczątkowania spadku wsparcie może zostać osiągnięte w ciągu zaledwie dwóch dni.

Co charakteryzuje rynek na tym etapie trendu? Nie widać euforii, przynajmniej w segmencie największych spółek. Nie stanowi to oczywiście gwarancji kontynuacji hossy, ale jest przesłanką, że zwyżką będzie kontynuowana. Jednocześnie kolejnym elementem, który informuje o narastaniu optymizmu w średnim terminie, jest gremialne podnoszenie wycen KGHM, jednej z najgorzej ocenianych przez analityków spółek. Część firm w dalszym ciągu nie bierze udziału w zwyżce - wrześniowo-październikowych szczytów nie przekroczyły wykresy PKN, Pekao, TP, Agory, MOL i Kęt, a także należących wczoraj do liderów rynku - PKO BP i PGNiG.

Mimo wczorajszego rekordu roczna stopa zwrotu z WIG20 zmniejszyła się z 59% w poniedziałek do 53%. W historii giełdy po 1995 roku były generalnie trzy okresy, kiedy roczna stopa zwrotu z WIG20 przekraczała 50%. Najdłuższy - rozpoczął się w lutym 1996 i zakończył w lutym 1997 roku. "Kupując" WIG20 przy tak optymistycznych nastrojach mogliśmy wtedy liczyć na 2,3% zysku po czterech tygodniach (miesiącu) i 8% zysku po 13 tygodniach (kwartale). Drugi okres, kiedy roczna stopa zwrotu z indeksu dużych spółek przekraczała 50% zdarzył się w pierwszych trzech miesiącach 2000 roku. Po miesiącu WIG20 obniżał się średnio 0,01% i aż 8,7% po trzech miesiącach. Wreszcie nabycie indeksu między lutym i majem zeszłego roku przyniosło 0,4% straty po 4 tygodniach i 4,0-proc. spadek po 13 tygodniach. Decydując się na inwestycje warto wziąć te statystyki pod uwagę.