Tradycyjnie, im bliżej posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, tym częściej poruszana jest kwestia trwałości ożywienia gospodarczego i możliwości redukcji stóp procentowych. Jak wiadomo, ożywienie gospodarcze znajduje odzwierciedlenie nie tylko w danych dotyczących sfery realnej, lecz również w kształtowaniu się agregatów monetarnych. Co więcej, zazwyczaj przyjmuje się, że zmiany w podaży pieniądza mogą stanowić dla władz monetarnych wskazówkę dotyczącą ewentualnego zagrożenia inflacyjnego. "Regułą kciuka" jest w tym przypadku porównywanie zmian podaży pieniądza i nominalnego PKB. Zgodnie z tą zasadą, szybki wzrost podaży pieniądza (przekraczający dynamikę PKB) powinien świadczyć o narastającym ryzyku wystąpienia wysokiej inflacji.
Co prawda, w Polsce bank centralny nie wskazuje żadnego preferowanego tempa wzrostu podaży pieniądza, jednak przy podejmowaniu decyzji RPP uwzględnia sytuację w sferze monetarnej. W poprzedniej kadencji członkowie Rady wielokrotnie odwoływali się do zmian w podaży pieniądza, wymieniając ten czynnik w oficjalnych komunikatach po comiesięcznych posiedzeniach. Obecna RPP wydaje się przywiązywać mniejszą wagę do tendencji w agregatach monetarnych. Jednak część jej członków wciąż sygnalizuje, że zmiany w sferze monetarnej są dla nich powodem do niepokoju.
Spoglądając na ostatnie tendencje w podaży pieniądza, można odnieść wrażenie, że te obawy są uzasadnione. Niemal cały 2005 rok minął pod znakiem relatywnie wysokiego - około dziesięcioprocentowego - tempa wzrostu podaży M3. Jednocześnie nominalny PKB rósł mniej więcej dwukrotnie wolniej, co zgodnie ze wspomnianą "regułą kciuka" powinno zapalać czerwoną lampkę na tablicy kontrolnej każdego członka RPP.
Przy bliższym spojrzeniu i głębszej analizie danych obawy o możliwość wystąpienia presji inflacyjnej wydają się nieuzasadnione. Faktycznie, w minionym roku podaż pieniądza rosła znacznie szybciej niż PKB, jednak okres ten był poprzedzony wieloma kwartałami wyjątkowo wolnego wzrostu lub wręcz spadku M3. Najwidoczniej silna dynamika pieniądza w 2005 roku była efektem tego, co w ekonomii nazywa się mechanizmem korekty błędem, a w mowie potocznej określa się powiedzeniem "co ma wisieć, nie utonie". Innymi słowy, skoro przez pewien czas podaż pieniądza rosła zbyt wolno, obecnie musi rosnąć wyjątkowo szybko. To przyspieszenie dynamiki pomaga bowiem podaży M3 powrócić do "odpowiedniego" poziomu.
Na zmiany w agregatach monetarnych można również spojrzeć z innej strony. Zmartwieniem dla RPP może być to, że w przypadku gwałtownego spadku popytu na pieniądz nadwyżki środków zostałyby przeznaczone na zwiększenie wydatków, co doprowadziłoby do wzrostu inflacji. Z tego względu warto jednak zwrócić uwagę na strukturę agregatów monetarnych, a nie tylko na ich poziom. Jednym ze składników M3, który w największym stopniu przyczyniał się do wzrostu podaży pieniądza w 2005 roku, były depozyty przedsiębiorstw. Gdyby firmy nagle zmieniły dotychczasową politykę i zaczęły wydawać środki zgromadzone na rachunkach bankowych, doprowadziłoby to do znacznego przyspieszenia popytu krajowego. Tyle tylko, że wynikający z tego wzrost inwestycji prawdopodobnie wcale nie byłby groźny dla stabilności cen. Co prawda w krótkim okresie mógłby przyczynić się do przyspieszenia inflacji, lecz w średnim horyzoncie zwiększyłby potencjał polskiej gospodarki. W rezultacie gospodarka byłaby w stanie rozwijać się szybciej, utrzymując jednocześnie niską dynamikę cen.Wskazuje to, że chociaż długookresowe zmiany w agregatach monetarnych mogą być interpretowane jako sygnały tendencji inflacyjnych, ich ewentualne krótkoterminowe wahania nie powinny stanowić powodu do niepokoju. Ponadto, obserwowanie samych zmian podaży pieniądza może czasami okazać się niewystarczające, gdyż konieczna jest również analiza tendencji zachodzących w strukturze M3. Biorąc pod uwagę oba czynniki, można dojść do wniosku, że prawdopodobnie minie jeszcze trochę czasu, zanim RPP ponownie zacznie odwoływać się w oficjalnych komunikatach do zmian zachodzących w sferze monetarnej.