Reklama

Światowa kariera polskiej szynki i wafelka

Eurosceptycy nie mieli racji. Przepowiadali, że nasz rynek zaleje żywność z Unii Europejskiej. Tymczasem to nadwiślańskie wyroby zdobywają podniebienia zagranicznych smakoszy. Żubrówkę i krakowską suchą znają od dawna. Teraz odkrywają m.in. polski drób i słodycze.

Publikacja: 26.01.2006 08:05

Wbrew obawom pesymistów, integracja Polski z Unią Europejską ożywiła wymianę zagraniczną w sektorze rolno-spożywczym. Skorzystaliśmy ze zniesienia barier w obrocie towarowym, systemu ochrony przed importem z krajów trzecich oraz dopłat do sprzedaży na rynki pozaunijne. W efekcie rozwój eksportu żywności w 2005 r. przekroczył wszelkie oczekiwania. Jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, wartość towarów rolno-spożywczych sprzedanych za granicą wzrosła o 25%, do 6,5 mld euro. Zwiększył się też import - o 13,6%, do blisko 5 mld euro. Saldo handlu zagranicznego tymi produktami wzrosło prawie dwukrotnie i osiągnęło w zeszłym roku rekordowy poziom 1,5 mld euro (0,8 mld zł w 2004 r.).

Mięso ma dobrą passę

W 2005 r. wzrósł eksport wszystkich rodzajów mięs. Polscy producenci wysłali za granicę 178 tys. ton mięsa, przetworów i podrobów wołowych, o wartości 492 mln euro. Rok wcześniej było to odpowiednio o 33,5% i 42,6% mniej. Za granicę trafiła ponad połowa polskiej wołowiny (34% w 2004 r.). Eksport wieprzowiny wzrósł z 210 do 232 tys. ton, co przyniosło branży wpływy na poziomie 345 mln euro. Sprzedaż zagraniczna drobiu wyniosła zaś 169 tys. ton, wobec 133 tys. ton rok temu. Przychody z tego tytułu wyniosły 349 mln euro.

Wzrostowa tendencja w eksporcie nie ominęła producentów mięsa, notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Skorzystał na niej m.in. Indykpol, jeden z największych polskich eksporterów drobiu. Z jego zakładów pochodzi ok. 10% sprzedawanego za granicą polskiego mięsa drobiowego. Jak wynika ze wstępnych szacunków spółki, w 2005 r. eksport stanowił 30% przychodów i wyniósł ok. 190 mln zł. To o 10% więcej niż rok temu. Ze swoich wyników na tym polu zadowolona jest też amerykańska grupa Animex, która kontroluje ponad 90% kapitału giełdowego Ekodrobu. Od kwietnia do września 2005 r. sprzedaż zagraniczna wzrosła o 87%. Grupa zakłada, że do końca roku obrotowego 2005/2006 (kończy się 31 marca 2006 r.) osiągnie poziom 100 tys. ton, co będzie oznaczać wzrost o blisko 100% w stosunku do ubiegłego roku.

O sukcesach na rynkach zagranicznych może mówić również Polski Koncern Mięsny Duda. Eksport generuje obecnie 20% przychodów firmy. Sokołów, największa w kraju firma mięsna, eksportuje 25% produkcji.

Reklama
Reklama

Szynka dla jankesa

Niemal cała sprzedaż zagraniczna Indykpolu (ponad 97%) realizowana jest w krajach Unii Europejskiej. Wśród nich tradycyjnie największym odbiorcą są Niemcy, gdzie producent utworzył niedawno spółkę zależną. Jakie towary sprzedają się najlepiej? - Przez wiele lat naszym głównym produktem eksportowym były mrożone tuszki i elementy z gęsi. Z biegiem czasu poszerzyliśmy ofertę o świeże mięsa z indyków. W 2003 r. wprowadziliśmy do sprzedaży również dania gotowe, a w ubiegłym roku przetwory drobiowe - mówi Krystyna Sczepkowska, rzecznik prasowy Indykpolu.

Jak informuje Animex, najwięcej jego wyrobów przetworzonych trafia tradycyjnie na rynek amerykański (w minionym roku obrotowym było to 6,15 tys. ton). - Od wielu lat dużą popularnością cieszy się tam szynka marki Krakus. Dlatego chcemy wejść na ten rynek z nowymi produktami, głównie szynkami - zdradza Andrzej Pawelczak, rzecznik Animeksu. - Oczekujemy, że w przyszłości hitem będą nasze produkty drobiowe. Zamierzamy wprowadzić je szerzej na rynki Unii Europejskiej - dodaje. Obecnie grupa eksportuje białe mięso głównie do Wielkiej Brytanii (40%) i Niemiec (34%). Z kolei czerwone mięso trafia przede wszystkim do Korei Południowej (15%), Hiszpanii (13%), Włoch (10%) i Francji (9%). W 2006 r. spółka planuje umocnić pozycję rynkową w Azji i Europie Środkowej, liczy też na wejście do Japonii.

O "hitach" eksportowych nie chce mówić Sokołów. - Nasza oferta zawiera głównie nieprzetworzone mięso wołowe. Nie mamy sztandarowych produktów eksportowych - mówi Jerzy Majchrzak, rzecznik spółki. Podobnie PKM Duda. - Eksportujemy tylko surowiec i półfabrykaty. Ich sukcesy nie są tak spektakularne, jak np. w przypadku polskich kiełbas - wyjaśnia Roman Miler, członek zarządu ds. handlu i produkcji. W najbliższym czasie Duda zamierza nieco zmienić ofertę eksportową. - Chciałbym zmniejszyć udział półtusz, a zwiększyć półfabrykatów. Marże na półfabrykatach są wyższe - zapowiada Roman Miler.

Blisko połowa towarów eksportowanych przez Dudę trafia na Wschód, przede wszystkim na Białoruś, również na Ukrainę. - To jednak bardzo koniunkturalny rynek. Trudno mówić o stabilności dostaw - komentuje Roman Miler. Pozostała część sprzedaży zagranicznej trafia głównie do południowych krajów Unii Europejskiej - Hiszpanii i Włoch. W przypadku Sokołowa na rynki unijne trafia ponad 90% eksportu, przede wszystkim do Hiszpanii, Włoch i Niemiec (tam spółka otwiera własne placówki). Obie firmy planują w najbliższym czasie ekspansję na rynki dalekowschodnie. Duda zaczęła już sprzedaż w Korei Południowej, myśli też m.in. o Japonii. Obecnie czeka na odpowiednie zezwolenia. - Większość producentów mięsa zabiega o te atrakcyjne rynki. Ceny wieprzowiny są tam dużo wyższe niż w innych regionach świata - podkreśla Roman Miler. Rynek koreański i japoński zawojować zamierza też Sokołów.

Mieszko dotarł na antypody

Reklama
Reklama

Eksport wyrobów cukierniczych zmalał w zeszłym roku z 188,4 do 180 tys. ton. W ujęciu wartościowym wzrósł jednak z 416 do 450 mln euro. Zarobili rodzimi producenci słodyczy. Przykładowo, produkcja giełdowego Mieszka w 25% przeznaczana jest na eksport. Z kolei Jutrzenka wysyła za granicę tylko 10% produkcji. To niewiele w porównaniu z eksportem innych firm z branży. - W ujęciu wartościowym nasz eksport jest duży. Wynosi 24 mln zł rocznie - tłumaczy Julia Bukowińska, dyrektor działu eksportu Jutrzenki. Również Wawel eksportuje relatywnie mało - jedynie 6% wyrobów.

Głównymi rynkami zbytu dla branży są kraje Wspólnoty. Ich udział w eksporcie wyrobów cukierniczych wynosi 65-80%. Jakimi rynkami interesują się producenci notowani na GPW? Nie ma reguły. Jutrzenka rozwija eksport przede wszystkim w naszym regionie. - Najważniejsza jest dla nas Europa Środkowa i Wschodnia - mówi Julia Bukowińska. Do Czech i Słowacji trafia 25% eksportu firmy, ok. 20% przeznaczone jest do odbiorców w krajach bałtyckich i obwodzie kaliningradzkim. Producent słodyczy sprzedaje też na rynkach wschodnich (Rosja, Ukraina) oraz do USA i Japonii. W najbliższym czasie planuje też wejście na rynek rumuński. W październiku ubiegłego roku Jutrzenka kupiła tam firmę Celmar, miejscowego producenta herbaty. Na bazie jego systemu dystrybucji zamierza teraz wprowadzić na ten rynek własne słodycze.

Z kolei oczkiem w głowie Wawelu jest Ameryka Północna, do której trafia 50% eksportu. Pozostała część dostarczana jest do krajów UE. W tym regionie spółka planuje w najbliższym czasie zwiększyć swoją obecność. - Chcemy rozwinąć sprzedaż przede wszystkim w Niemczech, ale także we Włoszech i Wielkiej Brytanii - mówi Dariusz Orłowski, prezes Wawelu. Rynki wschodnie, zdaniem prezesa, są trudne. - Relacje handlowe są skomplikowane ze względu na bariery celne i niski poziom cen - tłumaczy.

Na rynkach unijnych koncentruje się Mieszko. Wysyła tam 50% eksportu, przede wszystkim do Niemiec i na Słowację. Reszta produktów trafia m.in. do USA, Rosji, Izraela i Nowej Gwinei. Spółka nie zamierza aktywnie zdobywać nowych rynków, raczej skupi się na umacnianiu pozycji tam, gdzie jest już obecna. - Wciąż jest tam dużo do zrobienia - podkreśla prezes Marek Moczulski.

Wafelki górą!

- Zdobywanie pozycji za granicą jest trudne. To długa droga, szczególnie dla mniejszych firm, które chcą konkurować z koncernami - wyjaśnia Marek Moczulski, prezes Mieszka. Podobne obserwacje ma Jutrzenka. - Przede wszystkim producent musi sobie poradzić na bardzo konkurencyjnych rynkach. W tej branży niezmiernie ważna jest lojalność konsumentów. To utrudnia nowym graczom zdobywanie pozycJednak - jej zdaniem - najtrudniejszym rynkiem pod tym względem jest Polska, a tu Jutrzenka dobrze sobie radzi. Sukcesy odnosi też na Litwie. Ostatnie badania pokazują, że żelki produkcji polskiego producenta zajmują pod względem sprzedaży drugą pozycję na rynku, wyprzedzane są tylko przez markę Haribo. W większości krajów firma obecna jest pod własną marką. W Niemczech jednak korzysta z logo miejscowego producenta. - Wynika to z nieufności niemieckich konsumentów do produktów pochodzących ze Wschodu. Dlatego planujemy pozostać przy tym rozwiązaniu - zapowiada Julia Bukowińska. Podkreśla, że na innych rynkach sformułowanie "polski producent słodyczy" wzbudza obecnie dobre konotacje i kojarzy się z dobrą jakością produktów i ich dużą różnorodnością.

Reklama
Reklama

Mimo trudności rodzimi producenci z powodzeniem zdobywają żołądki zagranicznych konsumentów. - Przebojem Jutrzenki w większości krajów są wafle. Dobrze sprzedają się też karmelki, krówki i ciastka - twierdzi Julia Bukowińska. Z kolei spośród produktów Wawelu, największą popularnością za granicą cieszą się czekolady i czekoladki nadziewane. Niekwestionowanym hitem Mieszka, nawet na dalekich rynkach, są zaś cukierki musujące Zozole.

Na Wschodzie bez zmian

Mimo sukcesów eksporterzy nie narzekają na brak problemów. W zeszłym roku branża mięsna mogła mówić o "czarnym listopadzie". Rosja wprowadziła wtedy zakaz importu polskiego mięsa, który obowiązuje do dziś. Minęły już dwa miesiące, lecz wciąż nie widać szans na rozwiązanie konfliktu. Jeżeli sytuacja utrzyma się, znacznie zmniejszy się dynamika naszego eksportu rolno-spożywczego. W tym samym miesiącu cios zadała Ukraina. Przejściowo zablokowała wywóz z Polski żywca wieprzowego. Dodatkowo, również w listopadzie, norweskie służby sanitarne poinformowały o wykryciu w polskim mięsie salmonelli. W efekcie producenci ostrożniej mówią dziś o planach ekspansji zagranicznej, szczególnie na Wschód. - Trudno nie widzieć ogromnego potencjału drzemiącego w rynkach naszych wschodnich sąsiadów. Rzeczywistość jest jednak dużo surowsza niż byśmy chcieli. Wygląda na to, że na normalizację relacji biznesowych tak, aby były podobne do unijnych, jeszcze długo będziemy musieli czekać - przewiduje Andrzej Pawelczak z Animeksu.

Dużym zagrożeniem dla eksporterów jest ryzyko pojawienia się w Polsce ptasiej grypy. Wprawdzie na razie należymy do krajów mniejszego ryzyka, ale specjaliści szacują, że prawdopodobieństwo wystąpienia u nas wirusa groźnego dla zdrowia i życia ludzi wynosi 40%. Na pewno niepokojącym sygnałem są nowe ogniska choroby, które pojawiają się coraz bliżej polskich granic. Jeśli ptasia grypa do nas dotrze, eksport drobiu zostanie całkowicie wstrzymany. Dla wielu producentów będzie to oznaczało bankructwo. - Obecnie nasi zagraniczni odbiorcy i partnerzy w pełni wywiązują się z zawartych umów i zobowiązań. To znak, że jesteśmy nadal uważani za kraj bezpieczny - uspokaja jednak Andrzej Pawelczak.

Producenci przyznają też, że problemem może być utrzymanie stałego, identycznego standardu jakościowego dla dużych zamówień. Jednak więksi producenci nie powinni mieć z tym problemu. - Nasze wyroby mięsne są cenione na całym świecie. Zdaniem naszych odbiorców i partnerów zagranicznych, odznaczają się wysoką jakością i znakomitym smakiem - przekonuje A. Pawelczak. O wysokich wymaganiach, stawianych przez zagranicznych producentów, mówi też Krystyna Szczepkowska z Indykpolu. - Warunkiem dostępu do rynku unijnego jest stosowanie systemu zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego - HACCP oraz systemu zarządzania jakością zgodnym z normą ISO 9001. Coraz częściej stawiane są jednak dodatkowe wymagania. Dlatego wdrożyliśmy również system IFS (International Food Standard) oraz system BRC (British Retail Consortium) - przypomina.

Reklama
Reklama

Ach, ten złoty

Problemem są też wysokie ceny polskiego mięsa. Według danych Animeksu, we wrześniu 1 kilogram duńskiej wieprzowiny kosztował o około 1 zł mniej niż 1 kg wieprzowiny polskiej. Wykorzystali to niektórzy producenci, importując tańsze mięso np. z Danii. Dlatego polskim producentom, wykorzystującym do produkcji polskie mięso, trudno było konkurować z innymi zakładami mięsnymi - nie tylko w Polsce, ale także w Europie. - Nasza dotychczasowa przewaga - w postaci niższych kosztów pracy, niestety, często jest "konsumowana" przez inne czynniki, np. wysoką cenę polskiego surowca lub silnego złotego - zaznacza Andrzej Pawelczak. Zwłaszcza silny złoty ma obecnie dużo większe znaczenie niż w poprzednich latach. I to dla eksporterów ze wszystkich branż.

- Ewidentnie obecna cena euro nam nie sprzyja - podkreśla Marek Moczulski, prezes Mieszka. - Eksport polskiego drobiu jest obecnie na granicy opłacalności - alarmuje z kolei Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa i szef Zakładów Drobiarskich Sadrob z Płocka.

Millenium DM podjął się oszacowania wpływu zmian relacji złoty/euro na wyniki Indykpolu. Zgodnie z wyliczeniami brokera, umocnienie się polskiej waluty o 10 groszy oznaczać będzie spadek zysku netto spółki w 2006 r. o 2,8 mln zł.

Ten rok też będzie niezły

Reklama
Reklama

Udział eksportu w całkowitej sprzedaży przemysłu spożywczego zwiększył się z 16,2% w 2004 r. do 18% w ubiegłym roku. Specjaliści szacują, że połowa przyrostu produkcji tego sektora lokowana jest na rynkach zagranicznych. Nasze towary trafiają przede wszystkim do krajów Unii Europejskiej. W ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2005 r. Polska wysłała tam produkty o wartości 4,2 mld euro, co stanowiło 74% całego naszego eksportu rolno-spożywczego (w 2004 r. ich udział wyniósł 72%). Udało się przełamać stagnację w sprzedaży do nowych państw UE. Eksport do "dziesiątki" od stycznia do października 2005 r. wyniósł 913 mln euro. To więcej niż łącznie w całym 2004 r. (794 mln euro). Z kolei do krajów Piętnastki trafiły towary o wartości 3,3 mld euro (3 mld euro w całym 2004 r.). Najbardziej wzrosły dostawy na Węgry i Słowację (blisko dwukrotnie), a najmniej do krajów bałtyckich (nieco ponad 20%). O ponad 30% zwiększył się też eksport do krajów byłej WNP (wyniósł 710 mln euro). Głównym odbiorcą polskich towarów w tej grupie jest Rosja, do której Polska dostarczyła towary o wartości 431 mln euro (dane dotyczą okresu poprzedzającego nałożoną w listopadzie 2005 r. blokadę na eksport polskiego mięsa i produktów roślinnych).

Instytut Ekonomii Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej przewiduje, że dotychczasowe tendencje w handlu zagranicznym produktami rolno-spożywczymi utrzymają się w 2006 r. Ich nasilenie będzie jednak znacznie mniejsze. Eksport przetworów mięsnych i mleczarskich, które były do tej pory głównym motorem wzrostu wymiany, będzie rósł wolniej. Utrzyma się za to wysoka dynamika eksportu produktów cukierniczych. Ogółem, w pierwszej połowie 2006 r., sprzedaż zagraniczna towarów rolno-spożywczych może osiągnąć ok. 3,3 mld euro, o 2% więcej niż w tym samym okresie zeszłego roku. Bardziej wzrosną wydatki na import - o 7%. Saldo obrotów może więc spaść do ok. 0,6 mld euro, wobec 0,7 mld euro w 2005 r.

Walczymy o definicję wódki

(czyli produkt ze zboża i ziemniaków)

Polska jest największym producentem wódki w Unii Europejskiej. Z naszego kraju pochodzi ponad 40 proc. produkcji. Polska jest też najstarszym producentem tego napoju - pierwsze wódki z zacieru zbożowego produkowano już w XV wieku.

Reklama
Reklama

Większość producentów wódki w UE stosuje tradycyjną bazę surowcową - zboża, ziemniaki i melasę buraczaną (ponad 96 proc.). Należą do nich, obok Polski, kraje skandynawskie i nadbałtyckie. Produkcja z innych surowców jest obecnie marginalna.

- Wódka powinna być napojem produkowanym wyłącznie ze zbóż i ziemniaków - uważa Krajowa Rada Przetwórstwa Spirytusu (KRPS) i domaga się zawężenia propozycji unijnej definicji wódki, która dopuszcza stosowanie przy jej produkcji

wszelkich surowców rolniczych.Prezes Rady, Waldemar Rudnik, podkreślił na spotkaniu z dziennikarzami, że przyjęty w grudniu 2005 r. przez Komisję Europejską (KE) projekt rozporządzenia w sprawie definicji, opisu, prezentacji i etykietowania napojów spirytusowych narusza interesy polskiego rolnictwa oraz przemysłu spirytusowego.

KRPS, po konsultacjach z polskimi producentami oraz z przedstawicielami przemysłów spirytusowych Danii, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy i Szwecji, wypracowała propozycję definicji wódki. Ma to być napój spirytusowy wytwarzany z zacieru zbożowego lub ziemniaczanego w procesie fermentacji drożdżami, destylowany lub ratyfikowany do mocy co najmniej 96 proc.

Leszek Wiwała z KRPS wyjaśnił, że Komisja zaproponowała, by na etykiecie wódki zamieszczane były informacje o surowcu użytym do produkcji. Jednak ta propozycja nie w pełni zadowala polskich producentów wódki.

Zdaniem Leszka Wiwały, zgoda KE na produkcję wódki z innych surowców może w perspektywie kilkunastu najbliższych lat spowodować masowy napływ taniej wódki spoza Unii Europejskiej, co zagraża branży spirytusowej.

- Nie mamy nic przeciwko temu, żeby był produkowany alkohol z innych surowców, ale nie może być on nazywany wódką - stwierdził Leszek Wiwała. Poinformował również, że trwają konsultacje w sprawie ostatecznego brzmienia projektu. Zanim nowe rozporządzenie wejdzie w życie, wymaga jeszcze zgody Rady UE (rządów państw członkowskich) oraz Parlamentu Europejskiego (PE).

Podkreślił, że zmiana projektu definicji KE jest jeszcze możliwa, ale wymaga wsparcia ze strony polskiego rządu i eurodeputowanych.

Projekt tego rozporządzenia ma być w końcu stycznia skierowany do dpowiedniej komisji PE i gdyby parlament nie zgłosił poprawek, rozporządzenie może być przyjęte w połowie 2006 roku. Zgłoszenie poprawek oznacza zaś wydłużenie prac o 2 lata.

Przemysł spirytusowy ma duże znaczenie dla polskiego rolnictwa, gdyż jest poważnym odbiorcą zbóż i ziemniaków - zaznaczył tymczasem dyrektor generalny Krajowej Rady Przetwórstwa Spirytusu, Henryk Tomasik. Jak wynika z danych, przemysł spirytusowy zagospodarowuje 300-350 tys. ton zbóż (głównie żyta) oraz ok. 250 tys. ton ziemniaków. Dyrektor Tomasik zaznaczył, że jeżeli Unia utrzyma dotychczasową definicję, do produkcji wódki będą mogły być wykorzystywane odpady z produktów roślinnych, które są zdecydowanie tańsze, takie jak np. wytłoki z winogron. Wpłynie to na jakość produkowanych napojów i na rynek zbytu polskich produktów rolniczych.

PAP

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama