Inwestorzy wiedzą, że nadal duże wydatki idą na działania w Afganistanie i Iraku (w tym ostatnim przypadku nie widać końca), a w najbliższych latach amerykańska administracja będzie musiała zająć się reformą przestarzałego systemu Social Security. Tymczasem na razie republikanie skupiają się w Kongresie na redukcji podatków, co ich zdaniem ma wspomóc wzrost gospodarczy, powtarzając przy tym, iż do 2009 r. deficyt budżetowy spadnie o połowę wobec stanu z 2004 r. Jeszcze większy problem stanowi również stale rosnący deficyt handlowy. Od stycznia do października ub.r. był on blisko o 95 mld USD wyższy niż w analogicznym okresie 2004 r. i wyniósł 598,3 mld USD (dane Departamentu Handlu). To co martwi, to rosnąca "deficytowa" wymiana z Chinami, która wynosi już 30% całości obrotów. To cały czas efekt dumpingowej polityki Państwa Środka wspomaganej sztucznie utrzymywanym, niedowartościowanym kursem juana. Przeprowadzona w lipcu ub.r. rewaluacja juana względem dolara o 2,1% niewiele zmieniła - specjaliści mówią o konieczności ruchu o 10-15%. Na to Pekin jednak trudno jest namówić - tamtejsi urzędnicy widzą namacalny dowód słuszności swojej polityki w blisko dwucyfrowym wzroście PKB. Oczywiście, taka polityka doprowadzi w końcu na skraj przepaści w kontekście słabo rozwiniętego chińskiego rynku finansowego, ale tym na razie nikt się nie przejmuje. Na tym stracą także Amerykanie, gdyż Chiny są jedną z kluczowych światowych gospodarek - skutki będą widoczne na wszystkich rynkach. Można mieć zatem nadzieję, że uda się przekonać Chińczyków do przynajmniej 5-7-proc. rewaluacji juana w relacji do dolara w tym roku. Fakt ten może umocnić jednak waluty azjatyckie w relacji do amerykańskiego dolara.
Konkluzja: Temat amerykańskich deficytów w przyszłym roku na pewno powróci - rynki muszą przecież czymś "żyć". Pytanie, czy kolejny raz zaufają obietnicom polityków i czy nie pojawią się nowe aspekty w relacji z Chinami. To wszystko nie będzie jednak zbytnią zachętą do dolarowych inwestycji.
Polityka, głupcze
Amerykański prezydent Bill Clinton miał swoje słynne już powiedzenie na temat gospodarki. Paradoksalnie można je sparafrazować także w odniesieniu do polityki obecnej amerykańskiej administracji. Sprawa domniemanych podsłuchów własnych obywateli w ramach planu walki z terroryzmem paradoksalnie może "rozejść się po kościach", podobnie jak kwestia tajnych więzień CIA. To wszystko jednak cały czas będzie szkodzić pozycji prezydenta Busha zarówno na krajowym podwórku, jak i arenie międzynarodowej. Dodatkowo nie dość, że nie widać pomysłu na zakończenie wojny w Iraku, a pojawia się poważne ryzyko wplątania się w kolejny konflikt - tym razem w Iranie. Mimo że na razie mówi się, że powtórki z Iraku nie będzie, a Amerykanom uda się uzyskać międzynarodowe przyzwolenie i wsparcie, to i tak sytuacja w regionie bliskowschodnim może się jeszcze pogorszyć. O negatywnym wpływie na ceny ropy w takiej sytuacji nie trzeba już przypominać.
Konkluzja: Nadchodzący rok nie przyniesie znaczących zmian w globalnej sytuacji politycznej, a raczej można spodziewać się jej pogorszenia i negatywnego wpływu na rynki finansowe.
Prognozy, prognozy...
Wiele wskazuje na to, że obserwowany od ubiegłego roku trend polskiej waluty może w tym roku ulec odwróceniu, chociaż nie powinno być ono gwałtowne. Za nadal mocnym złotym przemawia sytuacja gospodarcza Polski, która nie powinna ulec pogorszeniu w perspektywie kolejnych kwartałów, co sugerują ostatnio publikowane wskaźniki. Nieco namieszać mogą politycy, chociaż tutaj rynki w końcu dobrze przyjmą powstanie nowego stabilnego rządu, czy to poprzez wybory, czy bez nich. Jedyne zagrożenie tkwi w polityce stóp procentowych na linii RPP-ECB-FED. Oczekiwany brak ruchów ze strony Rady Polityki Pieniężnej w przyszłym roku, przy jednoczesnym zbliżającym się zakończeniu cyklu podwyżek w USA i ich początku w Eurostrefie, może negatywnie odbić się na rentowności inwestycji w nasze papiery skarbowe.
Z kolei na rynkach międzynarodowych możemy być świadkami osłabienia się dolara. Na rynku będzie panowała niepewność związana z kształtem polityki pieniężnej prowadzonej przez nowego szefa FED, Bena Bernanke, która będzie musiała uwzględnić wiele aspektów, zwłaszcza nadal wysokie deficyty USA, sytuację na rynku nieruchomości i zdaniem niektórych nadciągającą pomału recesję. Mogą do niej doprowadzić m.in. ceny ropy, jeżeli powtórzyłyby skalę zwyżek obserwowaną w ostatnich latach. Na tym tle zyskiwać powinna wspólna europejska waluta wspomagana przez działania Europejskiego Banku Centralnego.
Poniższa tabela prezentuje prognozy na końcówki poszczególnych kwartałów 2006 r.
Główny analityk
walutowy Palladia
Capital Markets