Mimo że komunikat ATM nie był zaskoczeniem dla rynku (spółka już wcześniej sygnalizowała, że zmieni prognozę), zdopingował inwestorów do kupowania akcji spółki. Kurs zyskał w piątek 3,8% i na koniec dnia papiery kosztowały 75,7 zł - najwięcej w półtorarocznej historii firmy na giełdzie.

Poprzednia prognoza, opublikowana na początku 2005 r., zakładała, że w tym okresie przychody wyniosą 108 mln zł, a zysk netto zamknie się kwotą 8 mln zł. Plan obowiązywał do grudnia, kiedy ATM postanowił sprzedać biurowiec mieszczący siedzibę spółki. Transakcja z firmą leasingową (Fortis Lease Polska), od której ATM będzie obecnie wynajmował nieruchomość, została domknięta pod koniec roku. W związku z tym, że biurowiec w księgach wyceniany był dużo niżej (27 mln zł), niż wyniosła wartość transakcji (40,5 mln zł), spółka mogła zaksięgować godziwy zysk. Równocześnie przedstawiła szacunki, co do możliwych wyników za 2005 r., które uwzględniały wpływ grudniowej operacji. ATM spodziewał się, że obroty wyniosą 118-122 mln zł, zysk brutto ze sprzedaży 44-46 mln zł, zysk operacyjny 18-22 mln zł, zysk brutto 18-22 mln zł, a zysk netto 15-19 mln zł.

Opublikowana w piątek nowa prognoza na 2005 r. pokrywa się z tymi szacunkami. Niewielka poprawa dotyczy jedynie pozycji zysku brutto i netto, które znalazły się poza przedstawianym wcześniej przedziałem. - Staraliśmy się ostrożnie przewidywać wpływ na wyniki, jaki będzie miała sprzedaż biurowca. Po doprecyzowaniu okazało się, że korzyści z transakcji będą nieco wyższe - powiedział Tadeusz Czichon, wiceprezes ATM.

Przedstawiciel teleinformatycznej firmy nie chciał wypowiedzieć się na temat, czy w tym roku ATM ma szanse poprawić zeszłoroczne wyniki. - W naszej nowej strategii, którą tak jak już informowaliśmy, przedstawimy w połowie lutego, pokażemy inwestorom kierunki i rynki, w których rozwijać się będzie nasza spółka. Wierzę, że 2005 r. to dopiero początek, a nie koniec pozytywnych zmian w ATM, a firma dysponuje odpowiednim potencjałem, żeby co roku poprawiać rezultaty finansowe - podsumował T. Czichon.