Reklama

Zaklinanie złych danych

Powszechne zignorowanie publikacji o gorszej dynamice PKB USA w IV kwartale 2005 r., czy nawet poddawanie w wątpliwość wiarygodności danych, które są podstawą do wyliczeń, jest dla mnie nieco zaskakujące. Wygląda na to, że nikt faktycznie tymi danymi się nie przejmuje.

Publikacja: 30.01.2006 08:49

Nie twierdzę, że należy sobie rwać głosy z głowy i - być może - dojdzie do jakiejś ich rewizji. Jednak po reakcjach i komentarzach można odnieść wrażenie, że nikt nie chce choćby przez chwilę zastanowić się nad tym, co się stanie, jeśli rzeczywiście amerykańska gospodarka słabnie.

Mamy za sobą kolejny tydzień, który - wbrew obawom - przyniósł nowe rekordy hossy. Tydzień zaczął się w bardzo kiepskich nastrojach, których przyczyną była poważna przecena w USA w poprzedni piątek. Wiadomo było, że poniedziałek zacznie się źle, ale nie wiadomo było, co z tego wyniknie. Silny spadek za oceanem pojawił się dokładnie w momencie, gdy nasz rynek zbliżył się do swoich maksimów. Szybki zwrot w tym miejscu mógłby zostać odebrany jako brak zdolności do dalszej zwyżki. Część inwestorów już wypatrywała możliwości pojawienia się formacji podwójnego szczytu.

Wątpiący paliwem wzrostu

Problem w tym, że takie oczekiwanie było raczej naiwnością niż oceną faktycznej możliwości pojawienia się formacji. Trzeba po raz kolejny przypomnieć, że o formacji można mówić, gdy zostanie w pełni ukształtowana. Wtedy ma to przełożenie na oczekiwany ruch. Sama możliwość pojawienia się formacji niczego nie mówi. Możliwość pozostaje tylko możliwością. Liczenie na silny spadek kursów było raczej chciejstwem - tym bardziej, że trwa silny trend wzrostowy. Takie ruchy raczej nie kończą się klarownymi, przez wszystkich widzianymi formacjami. Szczyt hossy będzie zaskoczeniem dla znacznej większości graczy. Taka jest jego natura. By pojawiły się silne spadki, większość rynku musi oczekiwać zwyżki.

Obserwując dotychczasowe zachowanie naszych graczy, można dojść do wniosku, że takie oczekiwania nie są wystarczająco powszechne. Na każdej sesji pojawia się grupa inwestorów, grających na spadek cen, próbujących złapać szczyt. Nawet w chwili bicia rekordów podaż na kontraktach twardo stoi przy swoim zdaniu. W efekcie mamy wzrost liczby otwartych pozycji, co tylko potwierdza, że ruch cen jest wiarygodny. Ci, którzy właśnie otwierają krótkie pozycje, będą musieli je zamknąć, a zwyżka powoduje, że będzie to zamknięcie ze stratą. Cykl się powtarza. Skończy się, gdy grupa "łapaczy szczytu" w końcu przekona się do trendu.

Reklama
Reklama

Szczyt - gdzie i kiedy?

Podwójny szczyt się nie pojawił. Największe emocje były w chwili otwarcia poniedziałkowych notowań, a później już było tylko lepiej. W czwartek cena najpłynniejszej serii kontraktów sięgnęła poziomu 3000 pkt. Kto stawiał jeszcze dwa miesiące temu, że ten poziom zostanie osiągnięty? To jest właśnie magia hossy. Tu faktycznie niczego nie można się spodziewać. Rynek - pchany nowym kapitałem i grą emocji mniej odpornych inwestorów - sięga poziomów dziewiczych. Po każdym rekordzie pojawia się pytanie, czy to już ostatni taki dzień? Ile jeszcze rynek jest w stanie wzrosnąć? Wiadomo, że żaden trend nie trwa wiecznie, więc i ta zwyżka musi się kiedyś skończyć. Kiedy?

Pojawiają się różne daty i różne wartości. Każdy z prognostyków ma swoją teorię, i taką czy inną wartość uzasadnia. Mamy miłośników fal Elliota, którzy czekają na "ostatnią piątkę". Mamy miłośników zależności opartych o ciąg liczb Fibonacciego, którzy "jako jedyni" widzą, że właśnie jesteśmy na poziomie wynikającym z odpowiedniego przemnożenia (x 4,236) wielkości spadku z 2002 roku oraz spadku z 2003 roku. Tylko jakie to ma znaczenie dla posiadanych pozycji? Czy faktycznie teraz podejmiemy decyzję i zaryzykujemy posiadany kapitał na bazie wydarzenia sprzed 3 lat? Czy przeczytanie jednej czy dwóch książek sprawi, że takie działanie uznamy za racjonalne?

Wydaje mi się, że zamiast usilnie poszukiwać szczytu, lepiej jest spokojnie na jego pojawienie poczekać. Zamiast szukać potencjalnych poziomów oporu, które równie potencjalnie mogą zatrzymać ceny, lepiej jest skupić się na obserwacji wsparć i wybrać takie, których pokonanie może być sygnałem zakończenia zwyżki. Jestem zdania, że efektywniej (i co ważne - skuteczniej) spędzimy czas obserwując rynek w poszukiwaniu niebezpieczeństw, a nie szans. Koniec hossy to nie jest czas dobrych okazji do zajęcia dogodnej krótkiej pozycji, ale niebezpieczeństwo dla posiadanych pozycji długich.

Dziwna moc

Rynek na razie jest silny i walka z nim raczej nie przynosi korzyści. Pokazał to poniedziałek, gdy faktycznie zignorowany został spadek w USA. Pokazał to także piątek, gdy po fatalnej publikacji dynamiki PKB USA w IV kw. 2005 r., zakończyliśmy notowania tuż pod poziomem poprzedniego zamknięcia, ale znacznie nad minimum sesji. Jeśli chodzi o sesję piątkową, pewnym wytłumaczeniem naszej "mocy" jest fakt, że publikacja dynamiki PKB nie wywarła większego wrażenia na samych Amerykanach, a nasz spadek cen był jednym z większych w Europie. Można nawet powiedzieć, że na tle świata "mocy" żadnej nie było. To tylko złudzenie, bo właśnie świat postanowił tę publikację zignorować.

Reklama
Reklama

Przypomnijmy. W piątek podano, że PKB w IV kwartale 2005 r. wzrósł jedynie o 1,1%, gdy powszechnie oczekiwano, że będzie to 2,8%. Główne powody mniejszego wzrostu to: słaba sprzedaż samochodów, mniejsze wydatki przedsiębiorców na inwestycje, mniejsze wydatki rządowe oraz zwiększony import. Wydatki na dobra trwałego użytku spadły o 17,5%, czyli najwięcej od 18 lat. W oczy kłuje także fakt spadku stopy oszczędności o 0,5% w całym 2005 r. Był to pierwszy taki przypadek od 1933 r.

"Nieistotne" dane

Owszem, spowolnienie miało być widoczne (w III kwartale dynamika wyniosła +4,1%), ale jego skala powinna zaskoczyć. Czytając komentarze, można odnieść wrażenie, że postanowiono tę złą wiadomość zignorować, a przynajmniej zdecydowanie zmniejszyć jej znaczenie. Problem w tym, że treści, jakie pojawiły się na rynku, zdają się sobie przeczyć, choć ich wymowa ma być uspokajająca.

Po pierwsze, liczy się na poważną rewizję tych danych w kolejnych publikacjach. Można to przyjąć, choć o jakiej skali rewizji mówimy? Dynamika ma się podwoić? Zresztą i wtedy będzie niższa od niedawnych prognoz. Piątkowa publikacja powstała na bazie danych z października i listopada oraz estymacji większości zmiennych za grudzień. Następne publikacje będą już wiarygodniejsze, ale czy faktycznie dane grudniowe tak znacznie zmienią obraz?

Z innych komentarzy wynika, że tej publikacji nie należy brać zbyt poważnie, bo prawdopodobnie wkradł się jakiś błąd. Dane, które do tej pory spływały, nie sygnalizowały aż takich kłopotów. W związku z tym należy się spodziewać rewizji nie wynikającej tylko z urealnienia wcześniejszych estymacji, ale także z wyrugowania powstałych gdzieś błędów.

Co na to Fed?

Reklama
Reklama

Pojawiły się także opinie pod wspólnym hasłem "nie ma się czym przejmować, bo jest lepiej". Według nich, spadek dynamiki wzrostu (jeśli nawet zgodny z rzeczywistością) był tylko chwilowym osłabieniem i teraz jest już lepiej. W I kwartale wzrost PKB ma wynieść prawie 4%, a niektórzy właśnie przez niską dynamikę w IV kw. mówią nawet o 5%. Ogólnie najlepiej o tych danych zapomnieć i poczekać, co będzie dalej. Wydaje się, jakby nikt nie brał tej publikacji poważnie, jakby to był żart statystyków. Zabawne jest to, że jeśli ktokolwiek bierze te dane poważnie, to szybko dodaje, iż będzie to kolejny argument za zatrzymaniem sekwencji podwyżek stóp procentowych, a więc i tak jest świetnie.

Problem w tym, że wraz z dynamiką PKB, poznaliśmy też wartość indeksu oczekiwań inflacyjnych. Nie licząc cen energii i żywności, jego wartość w IV kw. 2005 r. wzrosła do 2,2%. Rezerwa Federalna za normę uważa wartość w przedziale 1-2%. Wiadomo od dawna, że dla obecnego szefa Fed jest to jeden z ważniejszych czynników, które określają politykę monetarną. Stąd za pewnik uznaje się kolejne podniesienie stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu FOMC we wtorek. Czy nowy szef Fed będzie kładł podobny nacisk na oczekiwania? Sądząc po zachowaniu cen obligacji oraz wartości dolara, rynek powoli przyjmuje do wiadomości, że i na kolejnym posiedzeniu (w marcu) dojdzie do podwyżki stóp, choć na razie nie ma tu pełnej zgodności opinii.

Tym samym powoli wracamy do sytuacji, gdy decyzja Fed obarczona jest większą dozą niepewności. To może mieć swoje przełożenie na zmienność cen w chwili ogłaszania decyzji (zwłaszcza na rynku walutowym).

Patrząc pod nogi

Wątpliwości wokół amerykańskich danych zostaną rozstrzygnięte dopiero za parę tygodni, gdy pojawią się publikacje oparte na większej liczbie rzeczywistych danych. W tej chwili rynek zdaje się tym nie przejmować. U nas jest to tym bardziej znaczące. Trwa właśnie szczytowa faza hossy, na co wskazuje choćby duża zmienność nastrojów. Od paniki do szybkiego wzrostu jesteśmy w stanie przejść już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. Obecność na rynku obarczona jest teraz poważnym ryzykiem. Ponownie zaapeluję o zastanowienie się, czy faktycznie każdy chce w tym uczestniczyć? Czy dobrze się czuje przy tak rozchwianych cenach?

Reklama
Reklama

Kierując się zasadą, że na siłę nie ma sensu szukać szczytu, zmiany na rynku obserwujemy z punktu widzenia zagrożenia dla wsparć. Nowe rekordy hossy oczywiście sprawiają, że to zagrożenie jest mniejsze. Mimo to, nie można popaść w euforię. Zbyt dobre samopoczucie może spowodować, że zmniejszy się nasza czujność, a ta jest teraz bardzo ważna. W końcu przyjdzie dzień, gdy po silnym spadku nie nastąpi równie silne odbicie, ale kolejny silny spadek i potem następny. Musimy się starać, by rynek nas nie zaskoczył, gdy będzie zawracał. Poziom, którego pokonanie może wzbudzić obawy o trend, to ostatni lokalny dołek z połowy stycznia br. To poziom wstępny i jego przełamanie jeszcze nie przesądzi o zmianie trendu, choć znacznie zwiększy na to szansę. Wiarygodniejszym poziomem jest w tej chwili dołek z początku stycznia. Zejście niżej może obrócić kierunek tendencji na dłużej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama