Dotarcie notowań kontraktów terminowych w rejon dołka z połowy stycznia (2775 pkt na wykresie minutowym, 2795 pkt na dziennym) powstrzymało spadek. Jednak nie było zbyt wielu chętnych do wykorzystania zniżki do zajmowania długich pozycji. Tym samym sesja nie wypadła zbyt korzystnie dla byków. Niewielkie odreagowanie zostało wykorzystane z jednej strony do zamknięcia długich pozycji, a z drugiej do realizacji zysków z krótkich. Świadczy o tym spadek liczby otwartych pozycji o ponad 1200 sztuk. Osiągnęła ona wczoraj najniższy poziom od pierwszej połowy lipca.

Strategia na kolejne sesje wydaje się prosta. Należy ją oprzeć o strefę 2775-2795 pkt. Zejście poniżej 2775 pkt będzie otwierało drogę do kontynuacji zniżki i zachęci do otwarcia krótkiej pozycji. Linie obrony można wtedy wyznaczyć trochę ponad 2795 pkt.

Po przebiciu 2775 pkt realne stanie się osiągnięcie 2615 pkt. Taki zasięg wynika z wysokości trwającej od 4 stycznia konsolidacji. Formacja jest bardzo zbliżona do tej, jaka na wykresie powstała w drugiej połowie września. Wtedy tworzyła się nieco krócej i miała mniejsze rozmiary, ale i tak doprowadziła do drastycznej i szybkiej przeceny. Można zakładać, że tak stanie się i tym razem. Nie jest to jednak jeszcze przesądzone. Zadecydują o tym kolejne sesje, podczas których będzie można zaobserwować, w jak dużym stopniu inwestorzy uwierzyli w taką analogię. Z jednej strony, istnieje prawdopodobieństwo, że jeszcze przed opuszczeniem konsolidacji zaczną zajmować krótkie pozycje. Świadczyłyby o tym dalszy spadek bazy i wzrost LOP. To zmniejszałoby szanse na wystąpienie takiego scenariusza.

Z drugiej strony jest możliwe wypełnienie się samosprawdzającej się przepowiedni. Jeśli we wspomnianą analogię uwierzy odpowiednio duża grupa inwestorów i w obawie przed jej wystąpieniem zacznie pozbywać się akcji, to wypadki mogą potoczyć się bardzo szybko.