Nie najlepsze wyniki kwartalne ogłoszone przez Google stanowią kolejny sygnał dla amerykańskich inwestorów, że internet staje się powoli normalnym segmentem gospodarki, po którym nie należy się spodziewać wielokrotnego przebicia.

W odróżnieniu od gorączki sprzed sześciu lat, od ocalałych po pęknięciu giełdowej bańki spółek internetowych inwestorzy oczekują przede wszystkim dobrych wyników finansowych. Wynalazki, takie jak podcasting, telefonia internetowa czy możliwość ściągnięcia plików muzycznych za 99 centów, przestały ekscytować. - Coś się zmieniło. Nie ma już szaleństwa ofert na rynku pierwotnym - komentuje Ryan Jacob, menedżer funduszu inwestycyjnego Jacob Internet.

Giełdowe zachowanie spółek internetowych wydaje się potwierdzać tę opinię. Wskaźnik "USA Today Internet 50", mierzący zachowanie 50 najważniejszych spółek z tego sektora, zyskał w ubiegłym roku zaledwie 1%, mniej niż Standard & Poor's 500 (plus 3,0%) oraz Nasdaq Composite (plus 1,4%). Także w styczniu USA Today Internet 50 (zyskał 1,8%) zachowywał się gorzej od szerokiego indeksu branży high-tech Nasdaq Composite, który wspiął się o 4,8%. Decydujący wpływ na zwyżkę USA Today Internet 50 miało w ubiegłym roku Google, którego akcje wzrosły o 115%. Bez tej spółki wskaźnik obniżyłby się o 8,2%.

Brak zaufania inwestorów do internetu nie wynika ze słabych wyników finansowych. 48 firm wchodzących w skład wskaźnika, które w 2000 r. były spółkami publicznymi, w ciągu tego okresu zwiększyło czterokrotnie swoje zyski. W tej grupie zabrakło dwóch innych rentownych spółek - Google oraz Salesforce.com, które sześć lat temu nie były notowane na giełdach. O sceptycyzmie wobec internetowych firm może też świadczyć fakt, że mimo ogromnej kapitalizacji Google wciąż nie został jeszcze włączony do prestiżowego indeksu Standard & Poor's 500.

Nowy Jork