Przebieg wczorajszej sesji wydaje się mało optymistyczny dla posiadaczy akcji. Wtorkowe odbicie na krótko rozbudziło nadzieje na koniec spadków. Na otwarciu WIG20 zyskiwał 0,9%. Później było już jednak coraz gorzej. W efekcie na wykresie powstała czarna świeca, która może zapowiadać kontynuację przeceny. WIG20 zamknął się zaledwie 0,5% powyżej poniedziałkowego minimum (2805 pkt). Najgorsze, że nasz rynek przestaje być osamotniony w spadkach - niemiecki DAX stracił wczoraj ponad 1%.

Mimo to krótkoterminowe wyprzedanie świadczy o tym, że na najbliższych kilku sesjach rynek może czekać przynajmniej niewielkie odreagowanie. Oscylator stochastyczny dotarł już do strefy wyprzedania. Od połowy ub.r. wskaźnik znalazł się na tym poziomie pięć razy (co notabene jest małą liczbą i świadczy o sile trendu wzrostowego). Za każdym razem był to sygnał przynajmniej chwilowego uspokojenia. Aż w czterech przypadkach bardzo blisko był lokalny dołek. Najsłabsze odbicie zanotowano w październiku ub.r. Wówczas spadek oscylatora do strefy wyprzedania poprzedził zaledwie parodniową zwyżkę, po czym indeks szybko ruszył w dół. Warto zwrócić uwagę, że WIG20 zachowuje się obecnie według niemal identycznego schematu co wówczas. Po długiej czarnej świecy przyszła sesja uspokojenia, jednak biała świeczka przykryła zaledwie niewielką część poprzedniego korpusu. W trzecim dniu powstała ponownie czarna świeca - tak jak wczoraj. Gdyby ten schemat powtórzył się w całości, to jeszcze tylko dziś kupujący byliby w stanie podciągnąć nieco indeks.

Zawirowania na rynku blue chips nie zaszkodziły notowaniom wielu małych spółek. Wręcz przeciwnie - część krajowego kapitału przeniosła się właśnie do tego segmentu. Kursy niektórych mniejszych spółek rosną po kilkadziesiąt procent dziennie, a indeks WIRR bije rekordy. To zjawisko może trochę niepokoić. "Atak" spekulacyjnego kapitału na małe spółki może być sygnałem zbliżającego się przesilenia na szerokim rynku, chociaż z drugiej strony do podobnych sytuacji dochodziło nieraz w minionych miesiącach.