Reklama

Rosną płace i konsumpcja

Ostatnie miesiące 2005 r. przyniosły wyraźny wzrost wynagrodzeń. O ile w okresie styczeń-wrzesień płace realne w sektorze przedsiębiorstw były o 0,3% wyższe niż przed rokiem, o tyle w IV kwartale aż o 3,8%. W rezultacie, w skali całego roku wzrost osiągnął 1,2%, wobec 0,8% w 2004 r.

Publikacja: 04.02.2006 07:41

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w 2005 r. wyniosło 2,5 tys. zł. Najwyższe (4,7 tys. zł) tradycyjnie otrzymywali zatrudnieni przy produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej, wyrobów tytoniowych (4,6 tys. zł) oraz załogi kopalń węgla kamiennego i brunatnego (4,3 tys. zł).

Bogatsi dostają więcej

Podobnie jak w poprzednich latach najmniej zarabiali pracownicy przemysłu odzieżowego i futrzarskiego (1,3 tys. zł), skórzanego (1,5 tys. zł), włókienniczego, drzewnego i meblarskiego (po 1,7 tys. zł). W sekcjach o najniższych płacach wynagrodzenia były ponad trzykrotnie niższe niż w działach o najwyższych uposażeniach.

Niekorzystnym zjawiskiem jest utrzymywanie się, w niektórych działach, płac na poziomie niewiele wyższym od świadczeń społecznych. Przykładowo, przeciętne wynagrodzenie pracowników przemysłu odzieżowego i futrzarskiego zbliżone było do średniej emerytury pracowniczej.

Z reguły najszybszy wzrost zarobków notuje się tam, gdzie poziom ich jest najwyższy. Dotyczy to np. górnictwa, gdzie w latach 2001-2005 wzrosły o ponad 1 tys. zł, tj. o 31%. Jeszcze szybciej, bo o 1,2 tys. zł, tj. o ponad 35%, przyrastały płace w zakładach produkujących wyroby tytoniowe oraz koks i produkty rafinacji ropy naftowej. Na tym tle przyrost i tak już bardzo niskich wynagrodzeń w przemyśle włókienniczym, odzieżowym czy skórzanym prezentował się wyjątkowo mizernie i nie we wszystkich latach był wyższy od inflacji. W 2005 r. w tych branżach załogi otrzymywały płace zaledwie o 200 zł, tj. o 14-16% większe niż pięć lat wcześniej.

Reklama
Reklama

Ze względu na to, że w ciągu tych lat średnia roczna inflacja zwiększyła się o 14,5%, siła nabywcza płac w sekcjach najsłabiej wynagradzanych wzrosła tylko minimalnie lub nawet spadła.

Płaca a wydajność

Dynamika wydajności pracy z reguły wyprzedzała dynamikę wynagrodzeń, ale i tu były wyjątki. Nie zawsze najlepiej opłacani pracowali najwydajniej. W latach 2001-2005 w górnictwie tempo wzrostu wydajności pracy było o prawie 7 pkt proc. wolniejsze od realnego wzrostu płac. W tym czasie w najgorzej opłacanych sekcjach przyrost wydajności pracy był wielokrotnie wyższy od wzrostu płac.

W przekroju terytorialnym strefa najniższych wynagrodzeń w przemyśle w 2005 r. koncentrowała się w woj. lubuskim, podkarpackim, podlaskim, kujawsko-pomorskim i lubelskim, gdzie zarobki były średnio o 377-445 zł, tj. o 15-17,5% niższe od przeciętnego wynagrodzenia w przemyśle. Najwyższe płace osiągano w woj. mazowieckim i śląskim (odpowiednio o 20,4% i 19,2% powyżej średniej krajowej).

Dynamika płac wzrośnie

W ustawie budżetowej na 2006 r. założono, że wynagrodzenia realne w sektorze przedsiębiorstw mogą być w bieżącym roku o 1,6% wyższe niż w 2005 r. Ma to być efektem zwiększającej się wydajności pracy i niskiej inflacji. Realia ostatnich miesięcy 2005 r. wskazują, że dynamika płac może być znacznie wyższa.

Reklama
Reklama

W bieżącym roku popyt konsumpcyjny stymulowany będzie nie tylko przyspieszonym wzrostem funduszu płac w gospodarce narodowej. Na zwiększenie dochodów ludności z pewnością wpłynie także założona na marzec waloryzacja świadczeń społecznych, w wyniku której realny wzrost przeciętnej emerytury i renty pracowniczej zwiększy się z zaledwie 0,6% w 2004 r. i 0,3% w 2005 r. - do 5,4%. Nie bez znaczenia będzie też dalszy wzrost dochodowości gospodarstw działających na własny rachunek oraz gospodarstw rolnych.

Coraz istotniejszą rolę w kreowaniu wydatków gospodarstw domowych odgrywają kredyty bankowe. Stan ich w końcu 2005 r. przekroczył 141 mld zł, co w ciągu 12 miesięcy (grudzień 2005 r. do grudnia 2004 r.) oznaczało wzrost o 23%. Pokaźna ich część (około 40%) - to kredyty mieszkaniowe, których oprocentowanie zmalało do 6%.

Konsumpcja górą

Konsumpcja będzie rosnąć mimo zwiększającej się skłonności do oszczędzania oraz wzrastającej aktywności inwestycyjnej gospodarstw domowych. W końcu grudnia ogólne zasoby finansowe ludności, obejmujące m.in. depozyty walutowe i gotówkowe, aktywa funduszy inwestycyjnych, ubezpieczenia na życie, obligacje i bony skarbowe osiągnęły prawie 400 mld zł i były o 12,5% większe niż przed rokiem. Taka skala przyrostu nigdy dotychczas nie występowała, a w bieżącym roku może być jeszcze większa. Wymienione zasoby nie dotyczyły przy tym inwestycji poza granicami kraju, aktywów zgromadzonych w obowiązkowych otwartych funduszach emerytalnych, środków przeznaczonych na sfinansowanie zakupu nieruchomości czy też akcji na giełdzie.

Ministerstwo Finansów optymistycznie ocenia dynamikę przyszłego popytu konsumpcyjnego. Ustawa budżetowa przewiduje wzrost ogólnego spożycia z 2,4% w 2005 r. do 3,3% w 2006 r. Już czwarty kwartał ubiegłego roku wyraźnie wskazał, że założenie to jest całkowicie realne. W tym okresie spożycie było o 3,4% wyższe niż przed rokiem, a przecież w okresie styczeń-wrzesień zwiększyło się tylko o 2,1%. Jest to dobry sygnał dla firm przewidujących wzrost działalności inwestycyjnej.

Rządowe Centrum

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama