Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w 2005 r. wyniosło 2,5 tys. zł. Najwyższe (4,7 tys. zł) tradycyjnie otrzymywali zatrudnieni przy produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej, wyrobów tytoniowych (4,6 tys. zł) oraz załogi kopalń węgla kamiennego i brunatnego (4,3 tys. zł).
Bogatsi dostają więcej
Podobnie jak w poprzednich latach najmniej zarabiali pracownicy przemysłu odzieżowego i futrzarskiego (1,3 tys. zł), skórzanego (1,5 tys. zł), włókienniczego, drzewnego i meblarskiego (po 1,7 tys. zł). W sekcjach o najniższych płacach wynagrodzenia były ponad trzykrotnie niższe niż w działach o najwyższych uposażeniach.
Niekorzystnym zjawiskiem jest utrzymywanie się, w niektórych działach, płac na poziomie niewiele wyższym od świadczeń społecznych. Przykładowo, przeciętne wynagrodzenie pracowników przemysłu odzieżowego i futrzarskiego zbliżone było do średniej emerytury pracowniczej.
Z reguły najszybszy wzrost zarobków notuje się tam, gdzie poziom ich jest najwyższy. Dotyczy to np. górnictwa, gdzie w latach 2001-2005 wzrosły o ponad 1 tys. zł, tj. o 31%. Jeszcze szybciej, bo o 1,2 tys. zł, tj. o ponad 35%, przyrastały płace w zakładach produkujących wyroby tytoniowe oraz koks i produkty rafinacji ropy naftowej. Na tym tle przyrost i tak już bardzo niskich wynagrodzeń w przemyśle włókienniczym, odzieżowym czy skórzanym prezentował się wyjątkowo mizernie i nie we wszystkich latach był wyższy od inflacji. W 2005 r. w tych branżach załogi otrzymywały płace zaledwie o 200 zł, tj. o 14-16% większe niż pięć lat wcześniej.